Jesień w Dolinie Stubai to nie jest byle co – to jest święto! Wysoko w Tyrolu, kiedy słońce chyli się wcześniej ku zachodowi, a liście płoną kolorami jak w ognisku, zaczyna się najlepszy czas w roku. Od 1 września do 2 listopada cały region żyje pod szyldem „Echt Stubai Herbsthighlights”. Ponad sto imprez – muzycznych, kulinarnych, sportowych i tych, które pachną owczym runem i świeżym chlebem.
Najpierw spęd bydła – bo przecież krowy nie mogą zimować w górach. To nie jest zwykłe sprowadzanie zwierząt. Tu każda krowa ma na szyi dzwon wielkości wiadra i na głowie bukiet z żywych kwiatów. 13 września rusza Telfes, tydzień później – Fulpmes, a 27 września Milders zamyka sezon. Na rynku gwar, muzyka, piwo w kuflu, sery na desce, a w tle ktoś wyciąga nogi w tańcu, bo kapela nie pozwala stać w miejscu.

A potem – wędrówki. Nie dla mięczaków w klapkach, tylko dla tych, co lubią poczuć zapach igliwia w płucach. Chcesz – idziesz z przewodnikiem na lodowiec Stubai Glacier. Wolisz – kręcisz na rowerze alpejską serpentyną. A jeśli biegać to tylko po tutejszych ścieżkach – 42 kilometry w ramach Kalkkögel Trail albo 18 dla tych, co jeszcze się zastanawiają, czy lubią takie przyjemności.
Muzyka? O, tu gra nawet powietrze. W poniedziałki – koncert na 2 300 metrach w schronisku Dresdner Hütte. W środy – folk przy Elferbahn. W czwartki – Kreuzjoch w Schlick 2000. W niedziele – pastwiska przy Serlesbahnen dudnią w rytmie G’spiel & G’sang. I najlepsze – z kartą Stubai Super Card wjeżdżasz na te wszystkie koncerty kolejką za darmo.

Jedzenie? To jest inny wymiar. Na targu w Neustift kupisz górski ser, wędzone kiełbasy, domowe ciasta i „Kiachl” – tyrolskie pączki, które trzeba jeść gorące, posypane cukrem pudrem, żeby wiedzieć, że żyjesz. A do tego kieliszek lokalnego destylatu, bo przecież nie będziesz się bronić przed gościnnością gospodarza.
Dolina Stubai jesienią to jest wejście w inny świat. Świat, w którym ludzie mają czas pogadać, muzyka jest prawdziwa, jedzenie uczciwe, a góry stoją tak samo od setek lat.
