Pierwsze dni sierpnia. Gniezno nie śpi – bo jak spać, kiedy na Wzgórzu Lecha sam Bolesław Chrobry rozmawia ze Śmiercią? I to nie w jakimś muzealnym szeptem, tylko przy pełnej widowni, huku kopyt i łunie ognia.

„Milenium Koronacji Bolesława Chrobrego” – sześć pokazów, 12 tysięcy widzów, 245 ton sprzętu, 90 kilometrów kabli… To nie była skromna akademia ku czci, tylko widowisko z takim rozmachem, że nawet sam król musiałby poprawić koronę.

W centrum opowieści – Chrobry podsumowujący swoje życie, a obok niego Kostucha, która nie daje mu spokoju. Trochę wyrzutów sumienia, trochę obrona decyzji, a w tle – wyprawy na Ruś, Zjazd Gnieźnieński, cesarz Otton III, św. Wojciech i Polonia we własnej osobie. Polityka średniowiecza bez cukru – miecz, przymus i twarda ręka.

Sceną była sama katedra gnieźnieńska, która pamięta te czasy. Mapping 3D, teatr ognia, jazda konna, setki aktorów, a w głośnikach muzyka, co chwyta za gardło. I te słowa: „Ojczyzna nie zaczyna się od królów, a od serca” – aż ciarki przechodzą.

Bilety po 20 złotych, więc każdy mógł zobaczyć, jak historia ożywa tam, gdzie naprawdę się wydarzyła. Owacje na stojąco, recenzje pełne zachwytu, a Gniezno – pierwsza stolica – znowu na ustach całej Polski.

To był pokaz, że nasze korzenie są żywe. I że władza – wtedy i dziś – to nie zabawa w berka, tylko poważna odpowiedzialność.

www.Gniezno2025