A w zasadzie – czego to nie wymyślili już w przeszłości w swoich krajach. Cudzoziemców może bawić bezkrwawa corrida krów w Szwajcarii lub szokować sok z okiem owcy, czyli mongolska Krwawa Mary. A to od stuleci swoiste kody kulturowe tubylców, z których są dumni niczym Polacy z soku z kiszonej kapusty, uznanego gdzie indziej za potrawę obrzydliwą. Czasem, jak w wypadku Wikingów i ich zwyczajów, ten kulturowy kod szturmem wkracza nawet do światowej popkultury.

Sok z kiszonej kapusty w Muzeum Obrzydliwych Potraw

W Malmö w absolutnie niezwykłym muzeum zebrano najdziwniejsze i najbardziej odstręczające potrawy na świecie. Wraz z biletem dostaje się specjalny woreczek, bo niektórzy widzowie wymiotują na widok eksponatów. Co więcej, najodważniejsi mogą spróbować wielu z nich. Od lokalnego kiszonego śledzia, chińskiego wina z myszy lub mongolskiego soku z okiem owcy nazywanego mongolską Krwawą Mary, chipsów z byczego penisa, świerszcza, żuczka czy też hakarl, tradycyjnej potrawy islandzkiej z fermentowanego mięsa rekina, peruwiańskiego soku z żab, ciasta z insektów czy baluta, czyli jajka z rozwiniętym kaczym zarodkiem po… szwajcarskie sery dojrzewające, tatar i nasz rodzimy sok z kiszonej kapusty.

Zaskakujące? Owszem, bo w Muzeum Obrzydliwych Potraw wcale nie chodzi o szokowanie, lecz pokazanie, że mają one głębokie tło kulturowe. A przykład austriackiego wina z glikolem (zdobywało laury w międzynarodowych konkursach!) czy faszerowanej sterydami wieprzowiny to swoiste memento, że człowiek z chęci zysku też potrafi uczynić potrawy obrzydliwymi.

Wikingowie w interakcji

Wikingowie czekają na gości już w Trelleborgu, mieście, do którego zawijają promy z Polski. Słynny fort Wikingów położony zaledwie 1,5 km od portu to fragment zrekonstruowanej osady z X-wieczną drewnianą twierdzą otoczoną wałami ziemnymi, w której odbywa się co roku słynny festiwal wikingów.

Ale pojedynki Wikingów i ich życie codzienne można zobaczyć w Foteviken – żywym skansenie na szwedzkiej riwierze. Ta wioska pomiędzy Malmö a Trelleborgiem znana jest nie tylko w Szwecji dzięki odtworzonej z pietyzmem normańskiej osadzie z X wieku. Wioskę zbudowano w miejscu, gdzie w czerwcu
1134 roku rozegrała się wielka bitwa. Przez skansen prowadzi ścieżka historyczna, na której o mitach, legendach oraz codzienności Wikingów opowiada nie tylko przewodnik, ale również rzemieślnicy tworzący rękodzieło dawnymi metodami. Można tu wziąć udział w zawodach łuczniczych, obejrzeć starcie Wikingów, by potem spotkać się na  pojednawczej uczcie w sali biesiadnej Valhalla, serwującej średniowieczne przysmaki. Jak dawniej, w wiosce wypieka się chleb wedle starych receptur, wyrabia przedmioty z gliny i żelaza, plecie tkaniny. To popularne miejsce jest regularnie odwiedzane przez grupy rekonstrukcyjne z wielu krajów, w tym m.in. z Polski.

W Foteviken jest – i to wyjątkowy skarb skansenu – imponująca kolekcja zebranych z terenu Szwecji kamieni pokrytych runami, wizerunkami węży i smoków. Odczytane i przetłumaczone inskrypcje stanowią autentyczne świadectwo wikińskiej epoki.

Szwajcarska bezkrwawa corrida

Nie ma chyba nikogo, kto nie wiedziałby o walkach byków w Hiszpanii i Portugalii, ale mało kto słyszał o walkach krów. Ale w Szwajcarii mało kto o nich nie słyszał – te bezkrwawe walki organizowane są od ponad 100 lat.

Kiedy naprzeciw siebie stają dwa potężne czarne cielska, kibice na arenie milkną. Napięcie rośnie, kiedy krowy z furią zaczynają drzeć ziemię kopytami i wściekle sapać przez nozdrza. A kiedy wreszcie skierują ku sobie potężne łby i sczepią się wielkimi rogami, kiedy dźwięk dzwonków na ich szyjach niesie się po całej starożytnej arenie w Martigny, publiczność szaleje.  Oto walka godna finału, na który kilkanaście tysięcy ludzi czekało od wiosny, śledząc również w mediach informacje o wynikach kolejnych, coniedzielnych etapów zmagań w tej bezkrwawej corridzie odbywających się w wielu miejscach kraju.

Na bazie wrodzonego instynktu dominacji w stadzie od lat organizuje się walki krów, które sformalizowaną i dość skomplikowaną postać przybrały w 1922 roku. Czarne jak smoła krowy rasy Eringer podzielone są na pięć kategorii – od jałówek po te, które urodziły co najmniej dwa cielaki. Nie ma tu krwi ani brutalności: rogi są stępione, a celem jest wypchnięcie przeciwniczki z pola walki. Jury liczy uderzenia rogami i wyklucza krowy, które trzy razy z rzędu zaprzestały walki. Zmaganiom towarzyszą festyny, degustacje win, a nawet karmienie krów specjalnymi koncentratami owsa i winem, by poprawić ich formę.