Mołdawia nie jest jeszcze zbyt popularnym kierunkiem turystycznym. Ten niewielki kraj, wciśnięty między Rumunię i Ukrainę, często bywa omijany, choć do Kiszyniowa łatwo dotrzeć tanimi liniami lotniczymi. Mołdawię – i jej autonomiczne republiki Naddniestrze i Gagauzję – odwiedziłam już dwa razy, chcąc się zmierzyć ze stereotypami i zobaczyć, jak naprawdę wygląda życie w tym rzadko odwiedzanym zakątku Europy.

Kiszyniów. Wczesny poranek, a na ulicach spory ruch. Zdezelowane samochody pędzą obok tych nowoczesnych. Odnowione kamienice kontrastują z podupadłymi budynkami. Starsze panie sprzedają lokalne przysmaki w małych budkach, a obok młodzież zamawia kawę w jednej z modnych kawiarni. Główny deptak – Stefan cel Mare si Sfant Boulevard – przypomina te europejskie. Ale wystarczy wejść w boczne uliczki, by trafić na zaniedbane blokowiska. Kiszyniów jest jednak miastem z potencjałem. Przyciąga restauracjami, które serwują smaczne regionalne dania w przystępnych cenach. Do najpopularniejszych sieci należą Andy’s, gdzie serwowane jest właściwie wszystko – od mołdawskich zup, po włoskie makarony, oraz La Placinte.

Spacerujemy głównym deptakiem, mijając po drodze gmachy Opery Narodowej i Baletu, Poczty Głównej, Ratusza i Sali Organowej. Dochodzimy do Łuku Triumfalnego z XIX wieku. Upamiętnia on zwycięstwo Imperium Rosyjskiego nad Osmanami. Tuż obok wzrok przyciąga Sobór Narodzenia Pańskiego z okazałą kopułą. W mieście warto zobaczyć też Katedrę św. Tirona Męczennika z 1856 roku i Kościół św. Pantelejmona. Dalej dochodzimy do siedziby rządu i Pałacu Prezydenckiego. Mijamy elegancki gmach Muzeum Narodowego Historii Mołdawii i w końcu trafiamy do parku Valea Morilor. To jedno z ulubionych miejsc mieszkańców Kiszyniowa, w którym chętnie spotykają się też artyści i lokalni pisarze.

Z wizytą u sędziwego mnicha

Do wsi Butuceni (Botuszany) z Kiszyniowa jedzie się około półtorej godziny. Sama wioska przypomina skansen, z domami pomalowanymi na niebiesko. Dookoła cisza. Nic dziwnego, że te okolice wybrali mnisi. Skarbem Mołdawii jest położony nieopodal kompleks archeologiczno-krajobrazowy Stare Orhei (Orheiul Vechi) nad rzeką Raut. Już w średniowieczu powstawały tu wykute w skale męskie monastyry.

Nas interesuje podziemny monastyr Peștera. Wchodzi się do niego przez dzwonnicę i podziemny tunel. W środku mieszka leciwy mnich. Podobno ma już ponad 90 lat. Pozwala robić zdjęcia, ale nie zwraca na nas większej uwagi. Po chwili otwiera niewielkie drzwi, które prowadzą na skalną półkę nad przepaścią. Podobno to właśnie tędy, po linach, wchodzili przed wiekami mnisi.

Pałac prezydencki – Kiszyniów

Naddniestrze – państwo, które nie istnieje

Z Kiszyniowa do Tyraspola – nieuznawanej stolicy Naddniestrza – marszrutki kursują mniej więcej co 30 minut. Przed wyjazdem straszono mnie, że bywa tu niebezpiecznie, że wszędzie można zobaczyć rosyjskich żołnierzy. Nic bardziej mylnego. Wojskowych widziałam tylko na granicy, a w samozwańczej republice czułam się bezpiecznie – podobnie jak w innych częściach Mołdawii. Naddniestrze ma dużą autonomię, własny rząd, prezydenta, flagę i godło. Na ulicach dominuje język rosyjski, a w społeczeństwie – zwłaszcza u starszego pokolenia – wyczuwalne są prorosyjskie sympatie. Republika ma także swoją walutę – to rubel naddniestrzański, ale w wielu miejscach można płacić mołdawskimi lejami.

Pomnik czołgu i cerkiew prawosławna Sfântul Gheorghe w Memoriale Chwały na Placu Suworowa w Tyraspolu, w Mołdawii

– Naddniestrze to ewenement. Ostatni bastion komunizmu w Europie – mówi nam Svietlana, mieszkanka Kiszyniowa. Nie myli się. Wjazd do Naddniestrza to jak podróż w czasie. Zabytków wielu tu nie ma, a relikty przeszłości znajdują się na głównej ulicy miasta – 25 Października. To tu można zobaczyć socrealistyczne budowle, a wśród nich Dom Sowietów, siedzibę parlamentu z pomnikiem Włodzimierza Lenina, neoklasycystyczny gmach Teatru Dramatycznego i Komedii, pomnik carycy Katarzyny II, pomnik Chwały Wojennej, gdzie wzrok przyciąga czołg T-34-85. Naprzeciwko stoi pomnik Aleksandra Suworowa – tego samego, który tłumił w Polsce konfederację barską i doprowadził do rzezi ludności cywilnej na warszawskiej Pradze. Jednak tutaj uchodzi za wybitnego przywódcę wojskowego, założyciela Tyraspola.

Na zwiedzanie Tyraspola wystarczy kilka godzin. Warto zajrzeć do Soboru Narodzenia Pańskiego, a wielu turystów – głównie z Azji – stołuje się w popularnej restauracji o wdzięcznej nazwie „Powrót do ZSRR”. Ot, taki sposób na biznes i rozhulanie turystyki w tym rzadko odwiedzanym mieście. W menu m.in. naleśniki z kawiorem – smaczne i niedrogie – a także burger sowiecki z mielonego mięsa. Obsługa – co było miłym zaskoczeniem – mówi po angielsku.

Gagauzja. Tureccy chrześcijanie

Komrat nie jest dużym miastem. Choć uchodzi za stolicę Gagauzji – kolejnej autonomicznej republiki na terenie Mołdawii – nie sprawia wrażenia dużej metropolii. Większość ciekawych budynków znajduje się przy ulicy Lenina. Można zobaczyć tu Sobór św. Jana Chrzciciela, wzniesiony w 1820 roku, popiersie Atatürka i kilka budynków z tureckimi flagami. Gagauzja, w przeciwieństwie do Naddniestrza, nie ma swojej waluty, granicy i nie chce odłączyć się od Mołdawii.

Gagauzi to naród lub grupa etniczna – tu eksperci nie są zgodni – pochodzenia tureckiego (choć niektórzy twierdzą, że bułgarskiego). Mają swój własny język, flagę, tańce i kulturę. Są prawosławni. Nic dziwnego, że Turcy ufundowali tu gmach uniwersytetu, ale mieszkańców wspierają też Rosjanie. We wsi Besalma znajduje się jedyne na świecie Narodowe Muzeum Historii i Etnografii Gagauzji.

Kraina winem płynąca

Mołdawia od lat kojarzona jest z doskonałymi winnicami i świetnej jakości winem, które cieszy się uznaniem koneserów z różnych stron świata. W czasach ZSRR produkowała wino dla wszystkich republik radzieckich – podobnie jak Gruzja.

Jedną z najbardziej znanych winnic jest Cricova, słynąca z win musujących – prawdziwe podziemne miasto. Sieć korytarzy liczy tu około 120 km i – jak twierdzą lokalni przewodnicy – zgubił się w nich kosmonauta Jurij Gagarin. Drugim miejscem chętnie odwiedzanym przez turystów jest Mileștii Mici – największa podziemna winnica na świecie. Tunele ciągną się przez około 200 km, a „Złota Kolekcja” win, głównie czerwonych, przekracza 1,5 miliona butelek. W 2005 roku została wpisana do Księgi Rekordów Guinnessa jako największy zbiór win na świecie.

Popularna jest także winnica Purcari, założona już w 1827 roku. To właśnie tutaj powstaje legendarne „Negru de Purcari”, od lat trafiające na stoły brytyjskiej rodziny królewskiej. Wino zdobyło złoty medal na Wystawie Światowej w Paryżu w 1892 roku i do dziś uchodzi za jeden z najbardziej cenionych mołdawskich trunków.