Wiara w duchy, korzystanie z usług szamanów, nietypowe rytuały przejścia w dorosłość czy język znany wyłącznie mieszkańcom – to wciąż część życia społeczności ukrytych w odległych zakątkach świata. Mimo że cywilizacja dotarła niemal wszędzie, istnieją miejsca, gdzie ludzie żyją według dawnych zasad i pielęgnują tradycje sprzed wieków. Dla Europejczyka niektóre z tych zwyczajów mogą wydawać się niezwykłe lub kontrowersyjne, ale dla lokalnych społeczności pozostają ważną częścią codzienności.

Etiopia. Nago przez byki

Mają od kilkunastu do nawet 30 lat. Młodzi mężczyźni, żeby wejść w dorosłość i móc się ożenić, są poddawani próbie. U plemienia Hamer młodzieniec musi przebiec po grzbietach byków przytrzymywanych przez innych mężczyzn. To tzw. bull jumping. Ceremonia jest kosztowna, dlatego odbywa się dopiero wtedy, gdy rodzina uzbiera na nią pieniądze. Młody mężczyzna rozbiera się do naga, co symbolizuje powtórne narodziny. Wysmarowany jest też krowimi odchodami. Ochronę przed złymi mocami mają mu zapewnić dwa cienkie paski kory, które ma na sobie. Jeśli uda mu się przebiec po grzbietach byków i nie spaść – może się żenić. Zazwyczaj ma na to kilka prób. Po zaliczonej próbie dołącza do grona mężczyzn określanych jako maza, co oznacza „spełniony”. Przed ceremonią odbywa się chłosta kobiet. Hamerki poddają się jej dobrowolnie. W ten sposób okazują oddanie i wsparcie mężczyźnie. Im więcej ran, tym lepiej. To też forma zobowiązania. Biczowane kobiety mogą w przyszłości oczekiwać pomocy i opieki od mężczyzny, który je wychłostał.

Kolumbia. Amazońscy szamani

Wiele rdzennych wspólnot, zwłaszcza tych odizolowanych od współczesnego świata, wierzy w magię i duchy, a szaman pełni jedną z najważniejszych ról w społeczeństwie. W kolumbijskiej części Amazonii miejscowi Indianie korzystają z bogactwa roślin jako naturalnych lekarstw. Są one dobre na choroby, ukąszenia owadów, a nawet – jak twierdzą – ugryzienia skorpiona. Jedną z najważniejszych roślin jest ceiba, czyli kapokowiec, która może osiągać do 70 metrów wysokości. Nazywana jest „drzewem życia”. Majowie uważali, że ceiba jest mostem między światami. Także mieszkańcy Amazonii podchodzą do tego drzewa z czcią. Wierzą, że jego korzenie sięgają podziemi, a w rozłożystej koronie mieszkają bóstwa lub duchy opiekuńcze. Tylko pień należy do ludzi. Z kolei w Amazonce żyją inie – delfiny rzeczne, które podobno po zmroku przybierają postać przystojnych mężczyzn i odpowiadają za nieplanowane ciąże. Wiele legend dotyczy też węży i dużych ryb. Nad puszczą czuwa La Madremonte, która chroni przyrodę przed zniszczeniem.

Boliwia. Targi czarownic i czaszki w domu

Boliwijczycy także korzystają z usług szamanów-znachorów. Na targu czarownic w La Paz można kupić wszystko: od eliksirów miłości, przez mieszankę ziół na potencję, po mikstury na zdrowie. Sprzedawcy oferują magiczne amulety, kadzidła i płody suszonych lam, które wmurowuje się w fundamenty domów. Wszystko po to, by ochronić się przed złymi mocami i kataklizmami, np. trzęsieniami ziemi, które często występują w Boliwii. Targ w La Paz jest jednak miejscem turystycznym. Co innego ten w El Alto. Tu z usług uzdrowicielek-czarownic korzysta miejscowa ludność. Szamani wykonują wiele rytuałów, w tym na pomyślność. Układają paczuszkę, której elementem są także liście koki (święta roślina andyjskich ludów), i szepcą intencje. Na koniec przygotowaną paczkę wrzucają do paleniska i czekają, aż całkowicie spłonie.

Boliwijczycy wierzą, że przodkowie odwiedzają Ziemię i opiekują się żyjącymi krewnymi. 8 listopada obchodzą Dzień Czaszek. Kościół katolicki próbował zwalczać pradawne obrzędy, jednak prekolumbijskie wierzenia okazały się silniejsze. Tego dnia mieszkańcy przynoszą na cmentarz ludzkie czaszki, aby kapłan je poświęcił. Zgodnie z tradycją najlepiej, gdy są to czaszki osób niespokrewnionych, choć w praktyce często należą one do członków rodziny lub znajomych. Czaszki ozdabia się kwiatami, a także ofiarowuje się im papierosy i alkohol.

Meksyk. Nietypowy kościół

Również w Meksyku pradawne wierzenia łączą się z chrześcijaństwem. W niewielkiej miejscowości San Juan Chamula Indianie pielęgnują dawne zwyczaje, a sacrum miesza się z profanum. W Kościele św. Jana Chrzciciela autochtoni modlą się przed posągami świętych i przynoszą im dary. Ci najbardziej skuteczni stoją najbliżej cmentarza i mają najwięcej ozdób. Święci, którzy nie spełniają próśb, narażają się na gniew Indian. Z posągów zdzierane są szaty, czasem są też niszczone. To jedyne miejsce w Meksyku, gdzie w ofierze nadal zabija się kurę. Miejscowi piją w świątyni lokalny alkohol pox (posz) i Coca-Colę, która uchodzi tu za święty napój. Wierzą, że dzięki odbijaniu opuszcza ich zły duch. W kościele nie ma konfesjonału, krzeseł i ławek. Nie ma też księdza. Rdzenni mieszkańcy dawno go wypędzili i kapłan pojawia się tylko na chrzcinach. Ostatnią mszę świętą odprawiono tu ponad 40 lat temu.

Indie. Najświętsze miasto w kraju

Stosy płoną tu całą dobę. Kremacje odbywają się na Manikarnika Ghat – kamiennych schodach nad brzegiem Gangesu. W Waranasi codziennie ma miejsce około 200 pogrzebów. Jedno ciało spala się od czterech do siedmiu godzin, a do jego kremacji potrzeba około 300 kilogramów drewna. Najdroższe jest sandałowe, mogą sobie na nie pozwolić tylko najbogatsi. Pogrzeb prowadzi zazwyczaj najstarszy syn zmarłego lub kapłan. Po ułożeniu ciała na stosie, okrąża je kilkukrotnie, a następnie podpala. W odpowiednim momencie rozbija czaszkę metalowym prętem, co symbolicznie uwalnia duszę. Prochy wrzucane są do wody następnego dnia. Święci mężowie, dzieci, kobiety w ciąży czy osoby ukąszone przez kobrę nie mogą zostać skremowani. Ich zwłoki po prostu zatapia się w rzece. Wieczorem nad Gangesem odbywa się rytuał Ganga Aarti, a rano pobożni hinduiści medytują nad brzegiem rzeki i kąpią się w niej. Wierzą, że woda oczyści ich ze złych czynów popełnionych w trakcie wszystkich wcieleń.

Tajlandia. Domki dla duchów

Wiara w duchy jest obecna na wszystkich kontynentach. W Tajlandii można zobaczyć małe domki, które wyglądają jak miniaturowe świątynie lub ołtarze. Służą one duchom i stawiane są niemal wszędzie – przy hotelach, szpitalach, centrach handlowych, prywatnych domach czy szkołach. Domki zdobią kwiaty, a w środku znajdują się figurki zwierząt, jedzenie i napoje – wszystko po to, by zyskać przychylność duchów i zapewnić sobie ochronę oraz pomyślność.

Choć większość Tajów praktykuje buddyzm, szacunek dla duchów jest głęboko zakorzeniony w ich tradycji i kulturze. Wierzą, że to one zamieszkiwały Ziemię przed ludźmi. Utrzymanie z nimi dobrych relacji jest niezwykle istotne, a niewłaściwe traktowanie może sprowadzić nieszczęście. Duchy pełnią też rolę pośredników między światem żywych i zmarłych.

Azerbejdżan. Potomkowie Noego

Mówią językiem, którego nikt poza nimi nie rozumie. Wioska, leżąca na wysokości 2300 metrów n.p.m., jest jak zapomniana oaza, oddzielona od świata nie tylko geograficznie, ale i kulturowo. Mieszkańcy Xinaliq (Hinalug, Hynalik) przez wieki żyli w izolacji. To najwyżej położona wieś w Azerbejdżanie. Autochtoni mieszkają w spartańskich warunkach, w prymitywnych domach zbudowanych z kamieni rzecznych, a jako opał służy im krowie łajno. Najstarsze domy mają ponad 250 lat. Obecnie większość osób w wiosce posługuje się dwoma językami – azerskim i swoim chinalugijskim. Ten unikalny język nigdy nie został spisany, nie ma swojego alfabetu. Mieszkańcy Xinaliq uważają się za potomków biblijnego Noego. Ich przodkowie należeli do jednego z najstarszych plemion Albanii Kaukaskiej – państwa, które istniało już w starożytności na terenie obecnego Azerbejdżanu i południowej części Dagestanu – dziś autonomicznej republiki należącej do Rosji.