Tropikalne plaże, apartament z basenem i obietnica dochodu przez cały rok. Tajlandia coraz częściej pojawia się w ofertach inwestycyjnych kierowanych do Europejczyków, także Polaków. Jednak zanim ktoś zdecyduje się kupić nieruchomość w egzotycznym kraju, powinien dobrze poznać lokalne prawo i zagrożenia, które mogą kosztować bardzo dużo.
Słońce przez cały rok?
Jednym z najczęściej powtarzanych argumentów sprzedażowych jest przekonanie, że w Tajlandii turysta pojawia się przez cały rok. Kraj rzeczywiście przyciąga podróżnych we wszystkich miesiącach, ale ruch turystyczny ma swoje sezony.
Popularne wyspy i kurorty mają okresy większego i mniejszego zainteresowania. Na wybrzeżu Andamańskim, między innymi na Phuket czy w Krabi, pora deszczowa przypada zazwyczaj na miesiące od maja do października. W tym czasie zdarzają się intensywne opady, silniejszy wiatr i trudniejsze warunki na morzu. Z kolei wyspy Zatoki Tajlandzkiej, takie jak Koh Samui, mają własny rytm pogodowy.
Dla właściciela apartamentu oznacza to, że piękna wizja stałego dochodu z wynajmu może wyglądać inaczej w praktyce. Wysokie obłożenie w najlepszych miesiącach nie zawsze oznacza pełny kalendarz rezerwacji przez cały rok.
Sprzedają marzenia
Tajlandzkie nieruchomości coraz częściej trafiają do internetu. YouTuberzy i influencerzy pokazują luksusowe wille, apartamentowce przy plaży i życie w tropikalnym klimacie.
Część takich materiałów powstaje w ramach współpracy reklamowych z firmami sprzedającymi nieruchomości. Twórcy mogą otrzymywać wynagrodzenie za promocję, zaproszenia na wyjazdy lub prowizje od sprzedaży.
Dla widza film często wygląda jak spontaniczna rekomendacja. Tymczasem decyzja o zakupie nieruchomości wymaga sprawdzenia dokumentów, prawa własności i realnych kosztów utrzymania.
Problem „słupów”
Największe ryzyko dotyczy sposobów obchodzenia ograniczeń dotyczących zagranicznej własności.
Tajskie prawo ogranicza możliwość posiadania ziemi przez cudzoziemców. Legalną drogą dla wielu zagranicznych nabywców jest zakup mieszkania w budynku typu condominium, przy zachowaniu określonych limitów udziału zagranicznych właścicieli.
Inaczej wygląda sytuacja, gdy cudzoziemiec próbuje przejąć kontrolę nad gruntem lub firmą poprzez podstawionych tajskich udziałowców. Taki mechanizm określany jest jako „nominee arrangement”. Tajskie służby w ostatnim czasie prowadziły szerokie kontrole firm podejrzewanych o stosowanie takich rozwiązań. Wśród osób zatrzymanych w związku z tymi postępowaniami pojawili się również Polacy.
To ważny sygnał dla inwestorów: atrakcyjna oferta może okazać się problemem, jeśli jej konstrukcja prawna nie jest zgodna z miejscowymi przepisami.
Gwarantowany zysk?
W reklamach można znaleźć obietnice stałych zwrotów z wynajmu. Takie propozycje wymagają dokładnej analizy.
Warto sprawdzić, kto faktycznie zarządza nieruchomością, jakie są koszty obsługi, opłaty administracyjne oraz co dzieje się w przypadku spadku liczby turystów.
Rynek turystyczny jest zależny od wielu czynników: pogody, sytuacji gospodarczej, kursów walut i zmian przepisów.
Egzotyka wymaga dokumentów
Tajlandia pozostaje fascynującym kierunkiem i atrakcyjnym miejscem dla osób szukających drugiego domu lub inwestycji. Jednak zakup nieruchomości kilka tysięcy kilometrów od Polski wymaga szczególnej ostrożności.
Najważniejsze pytania przed podpisaniem umowy brzmią: kto jest właścicielem gruntu, jakie są prawa kupującego, kto odpowiada za wynajem i czy wszystkie dokumenty zostały sprawdzone przez niezależnego prawnika.
Widok na turkusową wodę może być spełnieniem marzeń. Dobra inwestycja zaczyna się jednak nie od zdjęcia z palmami, lecz od dokładnie sprawdzonej umowy.
