W ciągu kilku minut woda, błoto i kamienie przeszły przez doliny na granicy Nepalu i Tybetu. Zginęło co najmniej 165 osób, a wśród 826 zaginionych jest 579 turystów. Akcja ratunkowa trwa.

Góra runęła do rzeki

Katastrofa wydarzyła się 26 sierpnia w północnym Nepalu. Wysoko w Himalajach doszło do potężnego obrywu lodowca. Masa lodu, skał i osadów runęła do rzeki Lhende Khola, wywołując gwałtowną falę, która popłynęła dalej dolinami Bhote Koshi i Trishuli.

Woda dotarła do miejsc, przez które prowadzą popularne trasy trekkingowe i pielgrzymkowe. Szczególnie ucierpiały Timure, Rasuwagadhi i Syabrubesi. Zniszczone zostały mosty, drogi, budynki i część infrastruktury granicznej. Około 40 kilometrów dróg oraz dziesiątki mostów zostały uszkodzone.

Turyści w drodze do Kailasz

Region Rasuwa jest ważnym punktem na mapie himalajskich wypraw. Przez tutejsze przejście graniczne podróżują grupy zmierzające do Tybetu, w tym pielgrzymi udający się w kierunku świętej góry Kailasz i jeziora Mansarovar. W chwili katastrofy w regionie przebywało wielu zagranicznych podróżnych.

Według najnowszych danych Nepal Tourism Board 579 turystów pozostaje nieosiągalnych. W tej grupie jest 466 cudzoziemców. Najliczniej reprezentowani są obywatele Indii, ale zgłoszono także zaginięcia turystów m.in. z USA, Australii, Wielkiej Brytanii, Kanady, Ukrainy, Malezji i innych krajów.

Śmigłowce nad dolinami

Ratownicy docierają do odciętych miejsc drogą lądową i z powietrza. Śmigłowce ewakuują ludzi z Timure i dostarczają pomoc tam, gdzie drogi przestały istnieć. Do tej pory z tego rejonu udało się ewakuować ponad 120 osób.

Sytuację komplikuje brak łączności. W wielu miejscach nie działają telefony, internet i dostawy prądu. Dlatego listy zaginionych są nadal weryfikowane, a podawane liczby mogą się zmieniać.

Po drugiej stronie granicy, w tybetańskim okręgu Gyirong, chińskie władze zgłosiły 558 osób zaginionych, w tym 260 cudzoziemców.

Himalaje po raz kolejny ostrzegają

Początkowo podejrzewano, że katastrofę mogło wywołać trzęsienie ziemi. Analiza US Geological Survey wskazała jednak na obryw lodowca. To właśnie on uruchomił lawinę lodu, skał i wody, która w krótkim czasie zamieniła spokojne górskie doliny w rwący korytarz gruzu.

Akcja poszukiwawcza trwa. Ratownicy przeczesują doliny, a władze próbują ustalić los osób, z którymi nadal nie ma kontaktu. W najbliższych dniach mogą pojawić się kolejne informacje o ofiarach, uratowanych podróżnych i stanie himalajskich szlaków.

Dla turystów planujących podróż w ten rejon oznacza to jedno: trasy przy granicy Nepalu z Tybetem pozostają obecnie obszarem poważnego zagrożenia i wymagają śledzenia komunikatów władz przed wyruszeniem w drogę.