Rząd rezygnuje z planowanego podatku od noclegów. Zamiast tego większa część pieniędzy pobieranych od zagranicznych turystów trafi do regionów, na ochronę przyrody, promocję i infrastrukturę. W ciągu czterech lat lokalne rady mają dostać około 385 mln dolarów nowozelandzkich.

385 milionów dla regionów
Chodzi o International Visitor Levy, czyli opłatę pobieraną od większości zagranicznych odwiedzających. Wynosi ona obecnie 100 dolarów nowozelandzkich i jest płacona przy załatwianiu formalności związanych z wjazdem do kraju.
Od 1 lipca zmienia się sposób wykorzystania tych pieniędzy. W ciągu czterech lat około 385 mln NZD ma trafić do lokalnych rad. Wysokość środków będzie zależała od liczby noclegów zagranicznych gości w poszczególnych regionach.
Auckland ma w pierwszym roku otrzymać około 19,1 mln NZD, a Queenstown Lakes 17,1 mln NZD.

Turysta płaci, region liczy
Dla popularnych miejsc turystycznych to ważna zmiana. Auckland uważa, że przyznana kwota jest o około 8 mln NZD niższa od potrzeb związanych z turystyką i organizacją dużych wydarzeń.
Jeszcze większy apetyt ma Queenstown Lakes. Lokalny samorząd szacował, że specjalny podatek od zakwaterowania mógłby przynieść około 40 mln NZD, ponad dwa razy więcej niż środki przewidziane w nowym systemie.
Jest też problem, którego obecny mechanizm nie rozwiązuje. Opłata 100 NZD jest pobierana raz, przy wjeździe do kraju. Nie zależy od tego, czy turysta spędzi w Nowej Zelandii trzy dni, czy trzy tygodnie, ani gdzie dokładnie będzie nocował.

Przyroda dostanie swoje
Rząd przeznaczy również 100 mln NZD rocznie na Departament Ochrony Przyrody. Kolejne 50 mln NZD rocznie zasili nowy fundusz turystyczny. Pieniądze mają wspierać między innymi międzynarodową promocję kraju i infrastrukturę.
Decyzja wywołała polityczną dyskusję. Opozycja przypomina, że Partia Narodowa krytykowała opłatę dla zagranicznych turystów, gdy została wprowadzona w 2018 roku. Dziś to właśnie z jej wpływów rząd chce finansować część wydatków związanych z turystyką.

Spór zostaje
Nowa Zelandia znalazła więc własny sposób na odpowiedź na pytanie, które pojawia się w wielu turystycznych miejscach: kto powinien płacić za rosnący ruch odwiedzających i kto powinien korzystać z tych pieniędzy?
Na razie wiadomo jedno. Wellington nie wprowadzi dodatkowej opłaty od noclegów, a pieniądze pobierane od zagranicznych gości mają w większym stopniu wrócić do regionów, które żyją z turystyki i jednocześnie ponoszą jej koszty.
Dla podróżnych oznacza to prosty system. 100 NZD przy wjeździe do Nowej Zelandii, a potem już podróż po kraju.
