Bilet, kod QR, boarding, stewardesy i procedury jak przed prawdziwym lotem. 24 września w Warszawie można było wsiąść do Boeinga i przez dwie godziny podróżować po Peru, oglądając z pokładu jego wybrzeże, pustynię, Andy i jezioro Titicaca.

Boarding na Taśmowej

Wszystko zaczęło się jak na prawdziwym lotnisku. Bilet z kodem QR, wejście na pokład, zajmowanie miejsc i stewardesy, które przeprowadziły pasażerów przez kolejne procedury bezpieczeństwa. Tyle że zamiast terminala lotniczego byliśmy w Centrum Szkoleniowym Simair przy ul. Taśmowej 8 w Warszawie.

To właśnie tutaj działa CrewSim, połączony z kokpitem Boeinga 737 MAX symulator pełnego pokładu pasażerskiego. Kabina ma oryginalne wyposażenie i systemy znane z prawdziwych samolotów, a dzięki synchronizacji z kokpitem pasażerowie oglądają za oknami dokładnie te same widoki, które widzi pilot.

Tym razem za oknami była Ameryka Południowa.

Z Limy nad Pacyfik

Lot rozpoczął się w Limie. Stolica Peru była pierwszym przystankiem tej niezwykłej podróży. Miasto leżące nad Pacyfikiem jest dla wielu turystów bramą do dalszego poznawania kraju, ale samo potrafi zatrzymać na dłużej: kolonialna architektura, nadmorskie dzielnice, Barranco i Miraflores oraz kuchnia, z której Lima słynie na całym świecie.

Potem samolot skierował się na południe. Za oknami pojawiło się Paracas, jedno z tych miejsc, w których peruwiański krajobraz trudno pomylić z jakimkolwiek innym. Pustynia spotyka się tu z Pacyfikiem. W rezerwacie można obserwować morską przyrodę, a z portu El Chaco popłynąć w stronę Wysp Ballestas, gdzie żyją między innymi lwy morskie i pingwiny Humboldta. Na pustynnym zboczu półwyspu znajduje się natomiast tajemniczy geoglif El Candelabro.

Pustynia, oaza i pisco

Kolejny odcinek prowadził nad Icę. Tu pustynia potrafi zaskoczyć zielenią. Wśród piasków znajduje się Huacachina, oaza otoczona wysokimi wydmami. Można tu wsiąść do pustynnego buggy, spróbować sandboardingu albo po prostu zobaczyć krajobraz, który wygląda jak scenografia filmu.

Region Ica to także winnice i pisco, narodowy trunek Peru. Dla turysty jest to więc miejsce, w którym można połączyć pustynne przygody z poznawaniem lokalnych smaków.

Nazca, czyli znak zapytania na pustyni

Potem przyszła pora na Nazcę. Z pokładu samolotu można było spojrzeć na pustynię, na której tysiące lat temu powstały ogromne geoglify.

Linie Nazca to jeden z najbardziej zagadkowych zabytków Peru. Na pustynnym płaskowyżu wyrysowano między innymi kolibra, małpę, pająka i kondora. Niektóre figury mają setki metrów długości. Zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a pytanie o ich przeznaczenie wciąż pozostaje bez jednej, ostatecznej odpowiedzi. Najlepszym sposobem na ich zobaczenie jest lot małym samolotem.

W naszej podróży był więc szczególny moment: oglądaliśmy Peru z pokładu samolotu, a jedną z jego największych atrakcji można przecież także zwiedzać właśnie z powietrza.

W stronę jeziora Titicaca

Im dalej na południe, tym bardziej zmieniał się krajobraz. Z pustyni przenieśliśmy się w świat wysokich Andów, aż do Puno i jeziora Titicaca.

Titicaca leży na wysokości około 3825 m n.p.m. i jest najwyżej położonym żeglownym jeziorem świata. Na jego wodach znajdują się między innymi słynne wyspy Uros, wykonane z trzciny totora, a także Taquile i Amantani. To właśnie tutaj turystyka spotyka się bardzo bezpośrednio z żywą tradycją mieszkańców regionu.

Puno jest również miejscem ważnym dla historii i kultury Peru. W okolicy można zobaczyć m.in. kompleks archeologiczny Sillustani z charakterystycznymi chullpas, czyli monumentalnymi grobowcami. W mieście i jego okolicach odbywają się także tradycyjne święta i wydarzenia, w tym słynna Fiesta de la Candelaria.

Peru miało też smak

Podczas lotu nie zabrakło oczywiście peruwiańskiej kuchni. Na pokładzie pojawiły się charakterystyczne smakołyki, a wśród rozmów o Peru znalazły się także kausa, pisco i pisco sour.

I chyba właśnie to sprawiło, że wydarzenie miało tak przyjemny rytm. Raz patrzyliśmy na mapę i krajobrazy, chwilę później słuchaliśmy opowieści o historii i kulturze, a za moment próbowaliśmy smaków kraju, który właśnie przemierzaliśmy.

Ambasadorka była z nami na pokładzie

W wydarzeniu uczestniczyła Gloria Lissette Nalvarte Simoni de Isasi, Ambasador Peru w Polsce, która razem z zaproszonymi gośćmi odbyła tę niezwykłą podróż. Była okazja do rozmów o Peru, jego kulturze i turystyce, ale przede wszystkim do wspólnego przeżycia tego nietypowego lotu.

Dziękujemy Pani Ambasador oraz Ambasadzie Peru za zaproszenie i za pomysł na spotkanie, które pozwoliło nam choć na chwilę znaleźć się w podróży przez ten niezwykle różnorodny kraj.

Peru zostało w naszych sercach

Po około dwóch godzinach trzeba było wysiąść z samolotu. Tym razem bez kontroli paszportowej i odbioru bagażu, za to z wrażeniem, że zobaczyliśmy naprawdę sporą część Peru.

Dziękujemy Ambasadzie Peru za zaproszenie i za pomysł na spotkanie, które pozwoliło nam choć na chwilę znaleźć się w podróży przez ten niezwykle różnorodny kraj. Szczególne podziękowania kierujemy do Ambasadora Peru za obecność i wspólne przeżywanie tej niezwykłej podróży.

A teraz pozostaje już tylko jeden problem: po takim locie chciałoby się zobaczyć Peru naprawdę.