Potężna drewniana dźwignia nagle przekręca się i spory kamień wylatuje na imponującą odległość. Tak, tak, strzelanie ze ze średniowiecznej machiny to prawdziwa frajda! A jednocześnie – nauka przez zabawę.
Wczesnośredniowieczny gród
Można się o tym przekonać w Pobiedziskach w Wielkopolsce, nieopodal Gniezna. Wieś leży na Szlaku Piastowskim, przy szosie Poznań – Gniezno. Do niedawna znana była głównie z tutejszego parku miniatur, a obecnie ma kolejną atrakcję. Otóż w ubiegłym roku stanęła tu replika wczesnośredniowiecznego grodu. Wszystko wykonano dokładnie według dawnych wzorów: są w nim ziemne wały, fosa, solidna palisada i oczywiście wieża bramna.
Wystawa machin oblężniczych
Podobnie jak inne grody sprzed tysiąca lat i ten wybudowany jest na podwyższeniu. Aby je uzyskać, wysypano tu setki wywrotek ziemi. W środku można zobaczyć dziwne drewniane urządzenia – niektóre wyglądają jak gigantyczne kusze, inne zaś przypominają trochę studzienne żurawie. To wystawa machin oblężniczych. W dodatku interaktywna. To największa tego rodzaju placówka w całej Europie. Zarówno sam gród, jak i wystawa to pomysł Bartosza Styszyńskiego, przedsiębiorcy i pasjonata wojskowości średniowiecza w jednej osobie. – Szukałem swojej niszy i ją znalazłem – mówi pomysłodawca. – Powoli dociera do nas nowy trend, aby uczyć przez zabawę. Przecież oglądanie przedmiotów w gablocie przez szybkę nie jest już żadną atrakcją. Ludzie chcą osobiście czegoś dotknąć, spróbować, doświadczyć.
Okazuje się, że budowa machin wojennych z czasów antycznych i średniowiecznych nie jest rzeczą prostą. W zasadzie nie zachowały się do dzisiaj żadne egzemplarze. Wprawdzie można o nich znaleźć informacje w starych kronikach czy relacjach, ale jest pewna trudność. Szkiców czy rysunków jest mało: przeważają opisy. Historycy jednak często nie znali niuansów technicznych i opisy były nieprecyzyjne. Okazywało się nawet, że wykonane na podstawie zamieszczonych w ich dziełach machiny zwyczajnie nie działały. – Główne pomysły są moje – mówi Bartosz Styszyński – Ale obliczenia i wykonanie więcej niż połowy konstrukcji to już dzieło Piotra Parucha. To jeden z nielicznych specjalistów na świecie w tej dziedzinie. Istna nisza nisz…
Prezentowane w grodzie machiny miotające z ery przedprochowej dzielą się na dwa typy. Te neurobalistyczne wykorzystują energię odkształconego materiału. Zaś machiny barobalistyczne bazują na zasadzie dźwigni, sile przeciwwagi i sile odśrodkowej.
Z kuszą na strzelnicę
Największą furorę robi strzelnica – turyści mogą tu osobiście napiąć kuszę wałową. Jest dość skomplikowana. Składa się z kołowrotu, koła, zapadki, zamka, suwnicy, podstawy, łęczyska i cięciwy oraz łoża z łącznikiem. I w zasadzie jest taka sama jak te używane w średniowieczu, gdy służyły do obrony zamków i miast. Ale wprowadzono jedną zmianę: zamiast drewna jako elementu sprężystego użyto wielowarstwowo sklejone włókno szklane. Po prostu drewno jest bardzo wrażliwe na wilgoć i po kilku miesiącach trzeba by je wymieniać. Okazuje się, że trafić do oddalonej o kilkadziesiąt metrów słomianej tarczy wcale nie jest tak łatwo – należy dobrać właściwy kąt podniesienia kuszy i siłę naciągu. Strzała takiej kuszy, zwana bełtem, miała ogromną energię – z dawnych relacji wiemy, że mogła ona przebić za jednym razem kilku wojowników!
Strzelanie z trebuszy
Obok dwa trebusze. Te używane od starożytności machiny barobalistyczne słynęły ze znacznego zasięgu i doskonałej celności. Miotają kamienie umieszczone w wielkiej procy, zamocowanej na końcu wielometrowej dźwigni. I z nich również można sobie postrzelać, choć aby je przygotować do strzału, trzeba się trochę napracować. Ten mniejszy jest wysoki na 5,5 m., a jego przeciwwaga waży 100 kg. Większy zaś ma 10 m. wysokości, a jego przeciwwaga waży aż tonę. Ich zasięg jest rzędu 150-200 m. Bartosz Styszyński pracuje już nad projektem największego na świecie trebusza – aż 25-metrowego. Gdyby udało się go zbudować, padłoby przy okazji kilka rekordów z księgi Guinnessa. Takie monstrum miotałoby pociski o wadze 25-50 kg na odległość 600-700 m.
Rzymski onager i galijski einarn
Można też strzelać z powszechnie stosowanego przez legiony rzymskiego onagra. To rodzaj niewielkiej katapulty, a jej nazwa znaczy „osioł”, bo machina przy strzelaniu gwałtownie podskakiwała, co kojarzyło się Rzymianom z kopnięciem osła. Pierwotnie materiałem sprężynującym były specjalnie spreparowane włosy (końskie lub nawet ludzkie), ścięgna, jelita i konopne sznury. Dumą kolekcji jest galijska odpowiedź na rzymskiego onagra – einarn. – Zapewne nikt jej przed nami nie wykonał – przekonuje twórca kolekcji. I być może jest to jedyna taka machina na świecie.
Średniowieczny plac zabaw
Oczywiście w kolekcji nie mogło zabraknąć wieży oblężniczej, tarana do rozbijania bram i plutei – wiklinowych koszy, w których można było się schronić przez strzałami wroga.
Obok jest coś dla dzieci i nie tylko: prawdziwy średniowieczny plac zabaw, z grami planszowymi sprzed tysiąca lat i drewnianymi końmi. Niedługo ruszą też cztery średniowieczne karuzele: prędkość ich obracania zależeć będzie od siły mięśni i gorliwości tatusiów młodych turystów.
INFO
Od 1 maja do końca września gród jest czynny od godziny 10 do 18.
W październiku gród jest czynny w weekendy. Wstęp 6 zł, ulgowy 5 zł.
W sezonie zimowym przyjmowane są grupy po uprzedniej rezerwacji.
tel. 601 215 175, 601 664 694,
biuro@grodpobiedziska.pl
www.pobiedziska.pl
Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze wrzesień-październik 2014 na str. 86-88.

