Kto rozdaje gwiazdkowe prezenty? Wiadomo – Święty Mikołaj. Ale czy tylko on? Okazuje się, że w różnych regionach naszego kraju upominkami obdarowują zupełnie inni „ofiarodawcy”…
Za słusznie minionych czasów PRL ze wschodu przybył świecki Dziadek Mróz (ros. ). Chociaż wywodził się z mitologii wschodniosłowiańskiej, został zawłaszczony przez komunistów. W ZSRR pełnił funkcję Świętego Mikołaja. Zamiast niego chciał obdarowywać prezentami w Nowy Rok także inne bratnie narody, w tym Polaków. Tyle że Polacy nie bardzo chcieli przyjąć sowieckiego dobrodzieja. Dziadek Mróz jak niepyszny wrócił tam, skąd przybył.
Po 1989 r. z zachodu przyleciał na swoich zaczarowanych saniach zaprzęgniętych w renifery anglosaski Santa Claus. Święty w wersji komercyjnej, zagrabiony przez centra handlowe i zatrudniony w branży reklamowej, został popkulturowym celebrytą i władcą dziecięcej wyobraźni. Rozpoczęło się pisanie listów do mieszkającego za kołem polarnym białobrodego, odzianego w czerwony kubrak, dobrotliwego staruszka. Ten z pomocą elfów przygotowuje moc prezentów, które pakuje do worka i w wigilijną noc rozwozi po świecie. A jak to było, zanim Święty Mikołaj został symbolem świątecznej megakonsumpcji?
Hojny święty
Legenda zmarłego ok. 342 r. Mikołaja, biskupa Miry w Azji Mniejszej, zaczęła tworzyć się w IX-X w. Święty chrześcijański, który za życia szczodrze rozdawał jałmużnę i wspomagał biednych, szybko zyskał popularność i został okrzyknięty „cudotwórcą”. Patronuje też wielu zawodom i zajęciom, a jego dzień – 6 grudnia – stał się popularnym świętem; wszak to właśnie na mikołajki dzieci dostawały najpierw prezenty (i dzisiaj nadal dostają).
Dlaczego Mikołaj zaczął przynosić prezenty 24 grudnia? Prawdopodobnie powodem była oszczędność rodziców. Dwa podarki w ciągu miesiąca to było zbyt wiele dla ubogich rodzin. Zgodnie ze średniowieczną niemiecką tradycją świąteczną dorosły przywdziewał strój biskupi i rozdawał podarunki, najczęściej łakocie, grzecznym dzieciom. W XIX w. zwyczaj ten rozprzestrzenił się na świecie, także w Polsce. Początkowo praktykowali go zamożni arystokraci, szlachta i mieszczanie, pod chłopskie strzechy trafił najpóźniej, już po II wojnie światowej.
Upominki w noc wigilijną wkładane są do powieszonych na kominku pończoszek i skarpetek lub, tak jak w Polsce, układane pod choinką. Z upływem czasu ewoluował też wygląd Świętego Mikołaja: z nobliwego biskupa przeistoczył się w rubasznego jegomościa, a infułę zamienił na krasnoludkową czapkę.
Pośrednikom dziękujemy
W 1535 r. reformator religijny i teolog Marcin Luter nawoływał, aby protestanci zrezygnowali z „usług” katolickiego świętego, wszak Boże Narodzenie jest świętem upamiętniającym narodzenie Jezusa Chrystusa i to od Dzieciątka Jezus dziatwa powinna dostawać podarunki. Z czasem zwyczaj upowszechnił się w krajach i regionach Europy, m.in. w Czechach i na Górnym Śląsku.
Ślązacy do wigilijnej kolacji zwanej wilijům lub śwjyntym wječorym zasiadają całymi rodzinami. Na stole królują tradycyjne potrawy, m.in.: kapusta z grochem i grzybami, makówki (słodkie bułki z makiem moczone w mleku z dodatkiem bakalii lub suszonych owoców) i ryby. Po wieczerzy dzieci biegną pod choinkę, po prezent od Dzieciątka właśnie. Mimo komercyjnej „świętomikołajowej” presji zwyczaj ten przetrwał i ma się dobrze.
Marek Szołtysek, propagator śląskiej kultury, tak go opisuje w swojej książce: „Po zmroku, podczas gdy domownicy modlą się, dzielą opłatkiem, a potem jedzą wigilijną wieczerzę, to gdzieś do pokoju obok przychodzi po cichutku Dzieciątko. Ten właśnie nowo narodzony w Betlejem Jezusek przynosi wtedy prezenty, które można zabrać i odpakować dopiero po zakończonej wieczerzy. A skąd Dzieciątko przynosi prezenty? Z Nieba! Natomiast kiedy dzieci spotkają się po świętach w szkole, w kościele lub podczas zabawy na śniegu, to zawsze pytają się nawzajem: Coś dostał na Dzieciątko?”.
Gwiazdor w baranicy
W Wielkopolsce wśród tradycyjnych potraw wigilijnych nie może zabraknąć zupy z suszonych jabłek i śliwek zagęszczonej śmietaną i makiełek – klusek z utartym makiem i dosłodzonych cukrem. Poza tym są śledzie, prażone na maśle suszone grzyby i pieczony karp. Są także i prezenty pod choinką, które przynosi Gwiazdor. Cóż to za postać? Gwiazdorami zwano potocznie kolędników – jeden z nich trzyma i obraca betlejemską gwiazdę. Wybitny polski etnograf Oskar Kolberg tak ich charakteryzuje: „parobcy przebrani w kożuch odwrócony włosem na wierzch, przepasani pasem skórzanym, czapka (kapturek) na głowie wywrócona barankiem do góry, twarz usmarowana sadzami, krótki bat w ręku. Każą dzieciom odmawiać pacierz, nieumiejących go biją, przenosząc do figlów bicie to i na dziewki”. Niezbyt przyjemne figury. Z czasem jednak Gwiazdor, znany także na Kaszubach, Kujawach i Kociewiu, przejął obowiązki Świętego Mikołaja i nawet upodobnił się do niego, chociaż rózgi się nie pozbył…
Gwiazdka z nieba
Tradycyjnie do wigilijnej wieczerzy zasiada się, gdy na niebie pojawi się pierwsza gwiazda. Jezus Chrystus narodził się w stajence w Betlejem, nad którą świeciła gwiazda. To jej wypatrywali trzej mędrcy, zdążający złożyć pokłon nowo narodzonemu. Są prezenty na gwiazdkę, a właściwie prezenty od Gwiazdy. Tak jest na przykład na Pomorzu, ale też na Opolszczyźnie i Dolnym Śląsku. Na Kaszubach upominki można otrzymać od Gwiżdża i Gwiazdki. Dawniej byli to przebierańcy chodzący po wsiach w wigilię Bożego Narodzenia. Gwiazdka miała korbacz, czyli pleciony bat, którym groziła dzieciakom, a także worek z jabłkami, brukwią i cukierkami, którymi obdarowywała znających biegle pacierz. Gwiżdż, wiadomo, gwizdał przeraźliwie.
Barbara Ogrodowska, etnograf i kustosz w Muzeum Etnograficznym w Warszawie, opisuje zwyczaj wigilijny, gdy to Gwiazdka ze słomianymi warkoczykami i w słomianym stroju, ale ze sztuczną brodą i wąsami, dzwoniąc dzwonkiem, zachodziła do domów, by wręczać grzecznym dzieciom przygotowane wcześniej przez rodziców upominki. Nie obywało się przy tej okazji bez gwiazdkowych psot: rozrzucania śmieci, rozsypywania popiołu i rozlewania wody.
Tłok przy choince
Chętnych do wręczania prezentów jest zresztą jeszcze więcej. W Polsce centralnej niepodzielnie rządzi Święty Mikołaj, ale na Warmii i Mazurach podarunki dostarcza biały konik szemel. To jeździec na białym koniku wykonanym z przetaka (dużego sita) i prześcieradła. Po Wigilii, która na Warmii wcale nie musiała być postna (zamieszkiwało tu bowiem wielu protestantów), kilkunastu chłopców obchodziło z konikiem gospodarstwa, śpiewając pieśni bożonarodzeniowe. W Małopolsce upominki rozdaje natomiast Aniołek, a w rejonie Tarnogrodu… krasnoludki.
Obdarowywanie prezentami, choć należy do najmłodszych polskich tradycji wigilijnych, podobnie jak wiele innych świątecznych zwyczajów wywodzi się z obrzędów pogańskich wchłoniętych przez chrześcijaństwo i zanurzonych w tyglu ludowego folkloru. Współczesność zmieniła ją w kulturowy fast food, łatwostrawny, ale pozbawiony autentyczności i odrobiny magii. Odkrywajmy ją zatem na nowo i kultywujmy, ale czyńmy to świadomie, sięgając do korzeni regionalnej tożsamości.
Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze listopad-grudzień 2014 na str. 62-63.
