Przyglądając się Matterhornowi z restauracji w Zermatt, trudno zachować obojętność. Z jednej strony strzelista, jedyna w swoim rodzaju góra na świecie, z drugiej – niezwykłe jedzenie. A nie wierzcie tym, którzy próbują wmawiać, że w Szwajcarii jada się wyłącznie sery.

Turystyczny rozwój Zermatt i całego kantonu Wallis bez wątpienia ściśle związany jest z najsłynniejszą górą świata. Wolny od ruchu samochodowego kurort przyciąga miłośników alpejskich pejzaży i nart, na których jeździć można tutaj przez okrągły rok. To też wyjątkowe miejsce dla wielbicieli dobrych smaków. Tutejsza kuchnia jest bowiem smaczna i oryginalna, a czerpie zarówno z miejscowej tradycji, jak i bogactwa kosmopolitycznych receptur komponowanych zręcznie przez kreatywnych kucharzy. W efekcie, miejscowe restauracje serwują dania, jakie niełatwo znaleźć gdzie indziej.

Zacznijmy od podstaw. Widok Matterhornu, czyli najprawdopodobniej najłatwiej rozpoznawalnej i najczęściej fotografowanej góry na świecie, dla wszystkich łasuchów jest zapowiedzią nieba w gębie. Właśnie ten szczyt stał się w 1868 r. inspiracją dla Theodora Toblera, pomysłodawcy słynnej czekolady Toblerone, której kształt nawiązuje do charakterystycznego wierzchołka skalno-lodowej piramidy. Zresztą najsłynniejsza szwajcarska góra widnieje na wielu innych smakołykach, które dostaniemy w małych manufakturach albo w miejscowych sklepach. Wszystkie nieziemsko pachną czekoladą. Jednak zanim sięgniemy po słodycze, postawmy na coś pożywnego. Kulinarnym hitem jest tu rösti, czyli placek z tartych ziemniaków. Zasmażane ziemniaki można jeść z serem, mięsem lub warzywami – jak kto lubi. I mimo że danie to jest prawdziwą bombą kaloryczną, warto się na nie skusić. Jak nic innego smakuje też… cholera, potrawa która rozpowszechniła się po wielkiej epidemii cholery jaka nawiedziła kiedyś Szwajcarię. Jeśli ją zamówimy, na nasz stół wjedzie warstwowy pieróg, składający się z dwóch warstw ciasta oraz umieszczonej między nimi warstwy farszu. Nikt nie przejmuje się zaskakującą nazwą tego dania, wszyscy natomiast się nią rozkoszują, bo smakuje wyśmienicie.

Częścią miejscowej scenerii są czarnonose owce, jakich nie spotkamy w innych regionach. Jeśli chcemy przyjrzeć się im z bliska, powinniśmy odwiedzić 250-hektarową farmę, której właścicielem jest Paul Julen, który z rodziną prowadzi trzy hotele w Zermatt i jedną z najbardziej romantycznych restauracji – Stafelap. To tu możemy spróbować dań z delikatnego mięsa wspomnianych owiec, które na co dzień żywią się ziołami z okalających Matterhorn łąk, co sprawia, że mięso w smaku jest wyjątkowe.

W restauracji dania wybierać możemy z „Blacknose menu”. Jest między innymi sałatka z plastrami jagnięcych języków i wyborne grillowane kotlety jagnięce. Specjalnością regionu jest też suszone owcze mięso.  Oczywiście wszyscy ci, którzy do Szwajcarii przyjeżdżają, by spróbować osławionego, wywodzącego się z Wallis raclette czy fondue, nie wyjadą stąd zawiedzeni. W Szwajcarii produkowanych jest ponad 400 rodzajów serów. Wybór serowych smakołyków jest więc ogromny, zarówno w słynnych restauracjach z wyrafinowaną kuchnią, jak i w prostych lokalach z regionalnymi daniami.  Jest jeszcze wino, którego spróbować tu wręcz trzeba. Przecież właśnie stąd pochodzi jedna trzecia całej produkcji wina w Szwajcarii. Kanton słynie z win czerwonych, zwłaszcza wyrabianych z tradycyjnie uprawianego tu szczepu gamay i pinot noir. Uprawę winorośli na nasłonecznionych zboczach 2 tys. lat temu rozpoczęli tutaj Rzymianie. Do dziś jedno z win produkowanych w Wallis nazywa się Römerblut, czyli rzymska krew.

Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze listopad-grudzień 2014 na str. 54-55.