Trzebiatów, jedno z piękniejszych miast Pomorza Zachodniego, zachowało wiele cennych zabytków oraz unikalną atmosferę. Wędkarze, kajakarze i miłośnicy jazdy konnej odnajdą tu swój raj na ziemi.

Do Trzebiatowa mogłem wprawdzie przyjechać, ale wolałem tu przypłynąć. Miasto leży bowiem nad Regą – trzecią pod względem długości rzeką w Polsce, wpadającą wprost do morza. W średniowieczu pływały nią nawet pełnomorskie statki, dziś jest doskonałym szlakiem kajakowym. Wprawdzie w górnym biegu nie brak zwalonych drzew, ale w okolicach Trzebiatowa rzeka jest już kajakową autostradą, łatwą do pokonania nawet dla niewyrobionych kajakarzy. O sprzęt nie ma się co martwić. Właściciel jednej z dwóch trzebiatowskich wypożyczalni przywiózł mnie z kajakiem do Borzęcina położonego kilkanaście kilometrów w górę rzeki. Wieczorem, po skończonym rejsie, czekał już na mnie w umówionym miejscu u ujścia Regi.

Podwodne ogrody
Spływ okazuje się „lekki, miły i przyjemny”. Nurt rzeki jest umiarkowany, w przejrzystej wodzie oglądam łąki podwodnych roślin o wąskich, długich na kilka metrów liściach. Brzegi rzeki są gęsto porośnięte. Wydaje mi się, że płynę przez las, podczas gdy rzeka często wije się przez pola. Jedyna „przenoska” na trasie wypada przed samym Trzebiatowem, bo rzekę przegradza jaz. Po chwili jestem już w mieście i mijam dwa piękne mosty. Pierwszy z nich, sprzed 105 lat, zdobią płaskorzeźby delfinów. Kolejny jest z 1895 r. i przypomina mosty starożytego Rzymu. Zbudowano go antycznym sposobem: z kamiennych ciosów, bez użycia stali lub cementu.

Pamiętny słoń
Za mostem przybijam do brzegu i ruszam w miasto. Obchodzę nieźle zachowane mury obronne z XIII w. strzeżone przez basztę, zwaną z powodu pewnego zdarzenia Kaszaną. Dawno temu strażnik miejski niechcący strącił miskę gorącej kaszy, która spadła wprost na głowy skradających się nieprzyjaciół. Poparzeni wrogowie podnieśli wrzask, strażnik w porę zaalarmował mieszkańców. Na pamiątkę tych wydarzeń podczas dorocznego Święta Kaszy (impreza trwa od 31 lipca do 1 sierpnia) burmistrz będzie częstował gości ziarnami, które przed wiekami uratowały miasto. Wdrapuję się na galerię widokową wysokiej na 90 m wieży gotyckiego kościoła Macierzyństwa NMP, która w dawnych czasach służyła żeglarzom jako punkt orientacyjny. Widać stąd zarówno morze, jak i zabytkowe kamieniczki otaczające rynek częściowo zajęty przez piękny ogród. Ale skąd w narożniku rynku wziął się słoń, i to z mieczem? Jak się potem dowiedziałem, XVII-wieczne malowidło wykonane techniką sgraffiti na ścianie domu przedstawia słonia, którego oprowadzano po okolicy w 1639 r. Miasto piękne niczym Kazimierz nad Wisłą, a tłumy turystów jeszcze tu nie dotarły. I może lepiej… W centrum Trzebiatowa mijam też ładny klasycystyczny pałac (obecnie ośrodek kultury). U schyłku XVIII w. mieszkała w nim księżniczka Maria z Czartoryskich Wirtemberska, autorka pierwszej polskiej powieści psychologiczno-obyczajowej „Malwina, czyli domyślność serca”. Zdążyłem też rzucić okiem na dwie gotyckie kaplice oraz krzyż pokutny stojący w miejscu, w którym w 1544 r. pewien parobek zamordował młodego szlachcica. Miasto urocze, ale czas płynąć dalej: od ujścia rzeki dzieli mnie jeszcze dobre 13 km.

Waleczne srebrniaki
Co chwilę mijam wędkarzy. I nic w tym dziwnego, bo Rega obfituje w ryby. W ciągu ostatnich lat miasta położone nad rzeką wybudowały nowoczesne oczyszczalnie. Dzięki temu woda jest wyjątkowo czysta, żyją w niej łososie, pstrągi i trocie. Pomogło też zarybianie. I choć Rega płynie niziną, to z powodu cennych gatunków ryb jest zaliczana do wód górskich. Wędkarze szczególnie licznie okupują brzegi rzeki od marca do maja, gdy na tarło płyną dorodne trocie, zwane srebrniakami. Łowienie tych silnych i walecznych ryb dostarcza wielkich emocji. 3-, 4-kilogramowe sztuki nie należą do rzadkości, a pewien szczęśliwiec wyciągnął nawet okaz ważący 21 kg. W Redze żyją też szczupaki, węgorze, certy, że o płociach i okoniach nie wspominę… Najbardziej doświadczeni mogą sprawdzić swe umiejętności podczas zawodów w wędkarstwie spinningowym (20–21 marca) i spławikowym (5–6 czerwca).

Hajda, na koń
Niebawem mijam wieś Nowielice, w której działa stadnina koni, jedna z największych w tej części Polski. Żyje w niej sto sportowych koni szlachetnych i półkrwi. Naukę jazdy prowadzi trzech instruktorów. Zajęcia odbywają się pod gołym niebem albo w krytej ujeżdżalni. Dla wprawnych jeźdźców są organizowane jazdy terenowe po okolicznych łąkach, na dzieci zaś czekają kucyki. A jeśli ktoś obawia się siodła, to może wybrać się na wycieczkę bryczką. W Nowielicach na „konnych” turystów czekają agrogospodarstwa i hotel.

Ostatni rybacy
Na ostatnich kilometrach nurt zwalnia, dokoła podmokłe łąki. Przykładam się do wiosłowania i dopływam do Mrzeżyna leżącego u ujścia Regi. Ponieważ skończyły się wakcje, miejscowość już opustoszała. Pusta jest też szeroka, dzika plaża ciągnąca się prosto na wschód, aż do Rogowa. W porcie rybackim można kupić flądrę, prosto z burty. To prawdziwa gratka, bo rybaków łodziowych na polskim Wybrzeżu jest coraz mniej.

Tekst: Marek Rymarz
Zdjęcia: arch. AR Kamera

Informacja turystyczna:
ul. Witosa 9 a, tel. (0 91) 387 24 45
Dla kajakarzy: wypożyczalnie – Kajtur, tel. 606 197 652, 091 38 73 722, Wikingowie Regi, tel. 501 225 685 i 608 517 859,
Dla wędkarzy: Koło Polskiego Związku Wędkarskiego „Dragon”.
Dla miłośników koni: Stadnina Koni „Nowielice”: tel. (0 91) 387 23 71; agroturystyka Bobik, tel. 507 03 36 18, pokoje gościnne Dwie Podkowy, tel. (091) 387 06 10, gospodarstwo agroturystyczne U Andrzeja, tel. (0 91) 387 03 01.

Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze marzec 2010 na str. 50-53.