Zwiedzanie krainy 130 jezior przypomina podróż w czasie – od współczesności przez XIX-wieczne zabytki techniki, gród obronny z epoki brązu do czasów dinozaurów.

Tyle słyszałam o tym regionie, o gwarze, zwyczajach i silnej więzi łączącej mieszkających tu ludzi, że w końcu postanowiłam: jedziemy na Pałuki! Kraina będąca kolebką państwowości polskiej (Pauczanie byli jednym z plemion, które utworzyły państwo Polan) rozciąga się dumnie na Nizinie Wielkopolsko-Kujawskiej.

Z lubego ustronia nad jeziora
Słoneczna pogoda, droga pusta – ani się obejrzeliśmy i po dwóch godzinach dotarliśmy do Lubostronia, którego ozdobą jest jeden z najpiękniejszych pałaców klasycystycznych w Polsce. Rezydencja Skórzewskich wznosi się w sercu okazałego parku. Spcerujemy wśród starannie wypielęgnowanej zieleni, mijając po drodze licznych motocyklistów. Jak się okazało, miłośnicy stalowych rumaków byli gośćmi pałacu (w klasycystycznych wnętrzach działa hotel). Zatrzymujemy się przed wejściem, by podziwiać imponujący portyk wsparty na ośmiu kolumnach. W środku naszą uwagę zwraca okrągły salon wysoki na dwa piętra zwieńczony kopułą oraz posadzka ozdobiona motywem Orła i Pogoni. Świadomi czekających na nas atrakcji opuszczmy rezydencję, która w zaborze pruskim była ostoją myśli patriotycznej. Jedziemy przez pagórkowaty teren poprzecinany licznymi jeziorami, wokół których ścielą się podmokłe łąki. Zatrzymujemy się w Żninie, mieście położonym na przesmyku między dwoma jeziorami – Dużym Żnińskim (opanowanym przez windsurferów) i Małym Żnińskim, na którego wodach są rozgrywane zawody motorowodne. Od wielu lat zmagają się tu uczestnicy mistrzostw Polski, Europy i świata. Nic więc dziwnego, że w Żninie powstało Muzeum Sportów Motorowodnych, a w centrum znajduje się aleja sław tego sportu, jedyna taka na świecie. Symbolem miasta, którego korzenie sięgają wczesnego średniowiecza, jest wyrastająca pośrodku rynku baszta skrywająca w swym wnętrzu zbiory Muzeum Ziemi Pałuckiej. Pamiątkami dokumentującymi dawne dzieje Żnina są też: gotyckie kościoły św. Marcina i św. Floriana (tzw. fara) oraz zbudowany na początku XX w. kościół Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski. Przy farze wznosi się stylowy dworek zwany Sufraganią, a w nim Muzeum Sztuki Sakralnej. Mała czarna wypita w kawiarni usytuowanej na parterze jednej z secesyjnych kamienic otaczających rynek zregenerowała nasze siły. Ruszamy więc do Wenecji.

Ciuchcia jak z bajki
Z daleka widać już ruiny XIV-wiecznego zamku obronnego. Budowla wzniesiona przez Mikołaja Nałęcza miała wieżę w północno-wschodnim narożniku i basztę z bramą w elewacji południowej. Do naszych czasów zachowały się jedynie mury w kształcie kwadratu, w których miłośnicy dawnej sztuki walki organizują turnieje rycerskie. Tuż obok zamku znajduje się Muzeum Kolejki Wąskotorowej prezentujące ponad 70 eksponatów. Na bocznicach drzemią parowozy (najstarszy pochodzi z XIX w.), wagony (w tym najmniejszy w Europie wagonik pocztowy), lokomotywy, drezyny, obrotnica z 1908 r. i znaki sygnalizacyjne. W skansenie urządzono nawet poczekalnię. Próżno tu jednak czekać na przyjazd pociągu. Chcąc się przejechać liczącą 116 lat kolejką wąskotorową, trzeba przejść na pobliską stację Żnińskiej Kolei Powiatowej. 12 kilometrowa trasa prowadzi ze Żnina do Gąsawy przez Wenecję i Biskupin. Pociagi kursują od kwietnia do września po szynach o prześwicie 60 cm (poza sezonem – na zamówienie). To najwęższe tory kolei publicznej w Europie.

Łużycki gród i wymarłe gady
My jednak wsiadamy do samochodu i udajemy się do Biskupina. Łowcy reniferów dotrali tu już 10 tys. lat temu, o czym świadczą pozostałości po ich obozowisku. Na nas największe wrażenie wywarła osada obronna ludności kultury łużyckiej założona na Półwyspie Biskupińskim ok. 738 r. p.n.e. i zamieszkana przez blisko 150 lat. Podziwiamy drewniane umocnienia obronne składające się z bramy zwieńczonej basztą oraz dwóch odcinków wałów i falochronów. Trafiliśmy na festyn, jak się okazało jeden z wielu, jakie latem są organizowane w skansenie. W zrekonstruowanych domach – gwarno i tłoczno. Każdy chce obejrzeć, jak wyglądało życie ludzi w dawnych czasach. Jeszcze tylko rzut oka na pejzaż, jaki widać z wału budowli przy brzegu Jeziora Biskupińskiego i wyruszamy na spotkanie z dinozaurami – największą fascynacją mojego dzieciństwa. Choć z Wenecji do Rogowa jest zaledwie osiem kilometrów, nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie dotrzemy do Zaurolandii. Spacer po rozpostartnym nad brzegami Jeziora Rogowskiego parku dinozaurów przypomina podróż w czasie. Przeszłość Ziemi staje jak żywa przed moimi oczami. Zza drzew wystają długie szyje tanystrofów, nad głowami wiszą ogromne skrzydła pterodaktyli, chwila nieuwagi i o mało nie wpadłam na wielkiego diplodoka. Cieszę się jak dziecko widokiem dinozaurów. Gdybym była kilkadziesiąt lat młodsza, na pewno wykopałabym ukryty w piaskownicy szkielet tyranozaura.

Dojazd: drogą międzynarodową E-5
Turystyczne atrakcje: Muzeum Archeologiczne w Biskupinie – wstęp: 8/6 zł; jednorazowy przejazd Żnińską Kolejką Powiatową – 10/8 zł; Zaurolandia – wstęp 15/11 zł www.it.znin.pl

Tekst: Urszula Gabryelska

Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze marzec 2010 na str. 44-49.