Przez ziemię mazowiecką wojsko Królestwa Polskiego ciągnęło na wielką wojnę z zakonem krzyżackim. Miejscowości, przez które przechodziło ówczesne rycerstwo, połączy powstający właśnie Szlak Grunwaldzki.
W grudniu 1409 r. król Władysław Jagiełło, wielki książę litewski Witold i dygnitarze Królestwa postanowili rozprawić się z zakonem krzyżackim i uderzyć w samo serce ich państwa – Malbork. Jako bazę operacji militarnych obrano Mazowsze. Krzyżacy spodziewali się ataku na Pomorze Gdańskie i tam skupili główne siły. Atak w kierunku Malborka zaskoczył wielkiego mistrza i zmusił do stoczenia walnej bitwy, która zakończyła się dla Krzyżaków katastrofą. Polacy i Litwini gotowali się do wojny niezwykle starannie. Król zarządził łowy w puszczach. Mięso ubitego zwierza polecił solić w beczkach, przesyłać Narwią i Wisłą do Płocka, aby zapewnić żywność tysiącom zbrojnych mężów. Jagiełło zlecił też budowę mostu pontonowego do przeprawy przez Wisłę. Miał być to „most spoczywający na łodziach – nigdy przedtem nieoglądany”* – relacjonował w swej kronice krakowski kanonik Jan Długosz.
30 czerwca 1410 r.
Liczne wojsko królewskie wyruszyło o świcie z Kozłowa Biskupiego. Ciągnęło gościńcem na Sochaczew i przeprawiwszy się przez Bzurę, podążało ku Wiśle. Chorągwie wielkopolskie szły przez Gąbino i Iłowo ku Czerwińskowi, który wyznaczono na miejsce koncentracji. Tego samego dnia armia dotarła do Czerwińska, tam czekał już gotowy most na łodziach. Król z czołowymi hufcami od razu przeszedł na drugi brzeg rzeki, gdzie zbrojne zastępy rozbijały swe obozy. W poniedziałek (30 czerwca) pod Czerwińsk nadciągnął też wielki książę Witold na czele zastępów litewsko-ruskich oraz posiłków tatarskich. Hufce Witolda zebrały się wcześniej nad Narwią i lewym brzegiem tej rzeki podążały ku zachodowi. Przez Narew przeprawiły się przy jej ujściu do Wisły pod osłoną kilku chorągwi polskich przysłanych przez Jagiełłę. W ciągu trzech dni, do 2 lipca, pod Czerwińsk ściągnęły chorągwie z wszystkich ziem Królestwa Polskiego, przede wszystkim Wielkopolanie. Przeprawa przez Wisłę odbyła się sprawnie. „Wojsko wchodziło na most równymi i porządnymi szyki, wraz z działami, pociągami, końmi i czeladzią obozową. A gdy już wszystkie wojska królewskie po owym moście przeszły, z rozkazu króla rozebrano szybko most i odwieziono do Płocka, zachowując go do późniejszej z powrotem przeprawy”. Liczne wojska rozłożyły się obozami aż po Wolę, Gawarzec, Sedlec, Parlino, Wilkowyje i Zarębino. Pod Czerwińskiem znaleźli się mężowie z wielu narodów i ludów. Na błoniach ostrzyli miecze i topory uporczywi w boju Litwini i krzepcy Smoleńszczanie, ćwiczyli się w szyciu z łuków lotni tatarscy jeźdźcy. Wśród różnobarwnych namiotów uwijali się liczni zaciężni woje – Czesi, Morawianie, Ślązacy, Miśnieńczycy, zbrojni z Austrii, a nawet Szwajcarzy. Czerwińsk był starym grodem, sławnym ze swego kościoła i klasztoru miejscem spotkań i modlitw książąt oraz monarchów polskich. W konwencie kanoników regularnych Jagiełło, Witold i najprzedniejsi dygnitarze omawiali wojenne plany. 2 lipca, w święto Nawiedzenia NM Panny biskup płocki Jakub odprawił mszę i wygłosił po polsku kazanie dla wojska. Duszpasterz płocki jasno wykazał, że wojna z Krzyżakami jest jak najbardziej sprawiedliwa i słuszna, przez co zapalił serca rycerzy do walki z wrogiem.
W czwartek 3 lipca
Wypoczęte wojska królewskie ruszyły rano z Czerwińska ku granicy państwa krzyżackiego. Przebyły ponad 30 km i stanęły na nocny obóz w Żochowie. W piątek, 4 lipca, armia przebyła już krótszy odcinek drogi. Siły polsko-litewskie liczyły ok. 29 tys. konnych i 2,5 tys. pieszych wojowników (liczebność wojsk królewskich przytaczam za Stefanem M. Kuczyńskim). Tak licznej armii towarzyszyło ok. 10.5 tys. wozów taborowych, wiozących prowiant, sprzęt wojenny, armaty, kule. Wozy poruszały się powoli i kilkoma szlakami – jedna kolumna taborowa miałaby przecież ponad 80 km długości!
W sobotę 5 lipca
Zastępy królewskie rozbiły już obóz pod Jeżewem (na północny zachód od Raciąża). Do polskiego monarchy przybyli posłowie węgierscy przysłani przez Zygmunta Luksemburskiego, prosząc o podanie warunków pokoju. Jagiełło postawił warunki umiarkowane, ale i tak nie do przyjęcia dla zakonu, który nie zamierzał wyrzec się Żmudzi (północnej Litwy).
Po obiedzie 6 lipca
Wojsko ruszyło dalej i zatrzymało się na nocleg w małej wiosce nad Wkrą. Prawdopodobnie był to Bieżuń (obecnie miasteczko w powiecie żuromińskim), gdzie do dziś opowiadają legendy o przemarszu jagiełłowych wojów. Posłowie węgierscy zrozumieli, że Polacy i Litwini zamierzają wedrzeć się do pruskiej ziemi. Król Władysław zaprowadził posłów węgierskich „na wyniosłe wzgórze, skąd z płaskich i szeroko rozciągających się równin wszystkie wojska polskie i litewskie widzieć można było”. Poruszeni tym widokiem wysłańcy króla węgierskiego odjechali, Jagiełło zarządził zaś swoim próbny alarm, „by wojsko, polskie i litewskie, w poczuciu bezpieczeństwa nie rozprzęgło się w sennej bezczynności”.
W poniedziałek 7 lipca
Armia ruszyła dalej, dotarła do wsi Bądzynia (Bądzyń w obecnym powiecie żuromińskim) nad Wkrą i obozowała w tej miejscowości przez dwie doby, czekając na powolne tabory i działa. Był to ostatni postój przed granicą pruską. W środę 9 lipca wojsko polsko-litewskie opuściło Bądzyń, przeszło dwie mile graniczną knieją, zostawiło za sobą Mazowsze i znalazło się na płaskiej, otwartej równinie, już w państwie krzyżackim. Kiedy wszystkie hufce wyszły z puszczy, rozwinięto 82 chorągwie rycerskie: polskie, litewskie, ruskie, mazowieckie, królewskie oraz wielkich panów. „A gdy zewsząd wzniesione i rozwinięte wionęły proporce, wszystko wojsko zaśpiewało głośno ojczystą pieśń Bogarodzicę”. A potem było świetne zwycięstwo armii polsko-litewskiej nad krzyżacką potęgą. Tam woje królewscy uradowali się nowiną o klęsce, którą starosta bydgoski Janusz Brzozogłowy zadał hufcowi Krzyżaków ze Świecia. Noc wojsko królewskie spędziło koło pewnej nieznanej Długoszowi wsi.
* Wszystkie cytaty pochodzą z „Kronik” Jana Długosza.
Tekst: Krzysztof Kęciek
Zdjęcia: archiwum Urzędu Gminy Grunwald
Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze marzec 2010 na str. 54-57.
