Lhasa, godz. 6 rano. Choć to pełnia lata, o tej porze jest jeszcze zupełnie ciemno, gdyż powinna być 4. Ale ponieważ cała ChRL ma być zjednoczoną macierzą, więc i strefa czasowa jest jedna. Tybet został w 1950 r. najechany zbrojnie przez komunistyczne Chiny, stając się jedną z gwiazdek na fladze chińskiej.

Od tamtej pory trwa systematyczne niszczenie kultury i narodu oraz wszystkiego, co tybetańskie, aby uczynić Tybetańczyków Chińczykami i faktycznie przekształcić kraj w spójną część wielkiej ojczyzny. Na Barkhorze – drodze okrążającej Dżokhang, najświętsze sanktuarium Tybetu – powoli pojawiają się pielgrzymi. W Dżokhangu znajduje się posąg Buddy – nazywany po tybetańsku Dżoło Rinpocze, czyli Drogocenny Pan. Według legendy przybył tu wraz z nepalską żoną tybetańskiego króla w VII w. Od tamtego czasu świątynia stała się religijnym centrum Tybetu, ściągając pielgrzymów z bliska i daleka. Dżokhang, czyli Dom Pana, to właśnie oryginalna Lhasa, czyli Ziemia Bóstwa. Niektórzy pielgrzymi dokonują prostracji przed wejściem do kompleksu, składając dłonie w geście pozdrowienia na czubku głowy, na czole, ustach i gardle, by następnie oddać pokłon w kierunku sanktuarium, kładąc się na chodniku twarzą do ziemi z daleko przed siebie wyciągniętymi ramionami. Pozostali ruszają w procesji zgodnie z ruchem wskazówek zegara wokół świątyni, jeszcze inni ustawiają się w kolejce, by wejść do środka. Pod prowizorycznymi namiotami wokół Dżokhangu śpią uzbrojeni chińscy żołnierze. Wyglądają na 15-, najwyżej 18-letnich chłopców. Budzą się przed godz. 7, gdy Barkhor wypełnia się już dziesiątkami pielgrzymów i handlarzy. Powoli, ślamazarnie, z karabinami w rękach, rozpoczynają procesję w kierunku przeciwnym do rosnącej fali pielgrzymów. Pilnują, by religijna dewocja nie przerodziła się przypadkiem w niepodległościową demonstrację lub wiec poparcia dla Dalajlamy. To obraz dnia codziennego w Tybecie, dostępny oczom przeciętnego turysty.

Tekst i zdjęcie: Filip Majkowski

Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze listopad 2010 na str. 12.