Jest takie miejsce na ziemi, gdzie plaże są piękniejsze niż na pocztówkach, owoce najsłodsze i najbardziej soczyste, a ludzie zawsze uśmiechnięci. To Dominikana: państwo na wyspie Haiti, klejnot na Morzu Karaibskim.
W tutejszej telewizji nie ma prognozy pogody. Po co, skoro wszystkie dni są pogodne, a wysoka temperatura gwarantowana? W lecie sięga 30 st. C, zimą nie spada poniżej 20. Powietrze jest nie tylko gorące, ale i bardzo wilgotne. Od cząstek pary wodnej aż gęste, wydaje się wręcz, że można go dotykać. Upał i tropikalna wilgoć to były pierwsze moje wrażenia, gdy wylądowałam na lotnisku w stolicy kraju Santo Domingo. Ale po powrocie w pamięci zostały przede wszystkim pogoda ducha mieszkańców i obrazy bajkowych plaż.
Boskie plaże
Imponujące palmy kokosowe, miękki złoty piasek, woda morska we wszystkich odcieniach turkusu. Jej temperatura nawet w najchłodniejszych miesiącach zimowych przekracza 20 st. C. Pływanie, nurkowanie, podglądanie barwnego podwodnego życia to rozkosze gwarantowane przez tutejsze kurorty. Wszystkie są warte odwiedzenia, zwłaszcza te w miejscowościach Punta Cana, Bavaro na wschodzie lub Puerto Plata na północy. Karaiby są rajem dla miłośników windsurfingu. Na archipelagu nie ma lepszego miejsca, by go uprawiać, niż miejscowość Cabarete (koło Puerta Plata). Jest tam olbrzymia baza sprzętowa, gwarantowany wiatr, fale i… niekończąca się nocna zabawa w nadmorskich restauracjach. Dodatkową atrakcją Cabarete y Puerta Plata jest Ocean Word: wspaniałe akwarium i park wodny, gdzie można popływać z delfinami, podziwiać foki. Jednym z najpiękniejszych miejsc na wyspie jest półwysep Samana: urocze gaje palmowe, jedwabisty piasek, malachitowy i modry ocean. Nie bez powodu upodobali sobie go Francuzi, którzy są właścicielami większości kameralnych hotelików, restauracji i sklepów. We francuskich knajpeczkach smakosz może spróbować kuchni karaibskiej i francuskiej. Wraz z rodziną spędziłam tutaj święta Bożego Narodzenia. Na Wigilię nie było karpia, ale langustynki i pasztety z wymyślnymi sosami. A zamiast na pasterkę poszliśmy kąpać się w morzu. O tej porze roku jeszcze jest tutaj cicho i spokojnie. Turyści zjeżdżają na półwysep dopiero od połowy stycznia, kiedy zaczynają się gody wielorybów (trwają do połowy marca). Firmy turystyczne organizują specjalne rejsy, podczas których można z pokładu łodzi obserwować wyskoki humbaków nad wodę i przysłuchiwać się ich pieśniom godowym. Oczy mokną ze wzruszenia, kiedy widzi się matkę z kilkumetrowym maluchem.
Radość życia i taniec
Ci, którym upał niestraszny, koniecznie powinni wybrać się na wycieczkę tropem odkrywców Nowego Świata. Należy ją rozpocząć od dzielnicy Zona Colonial w stolicy kraju Santo Domingo. Miasto założone w 1496 r. uważa się za najstarszą osadę Europejczyków na obszarze obu Ameryk. Uliczki: Isabel la Catolica, Las Damas lub Plaża España pamiętają czasy Krzysztofa Kolumba i jego krewnego, który zarządzał miastem. Ulokowały się tu restauracje, kawiarenki, sklepy z pamiątkami. Centralny plac jest miejscem spotkań tubylców, którzy umawiają się tutaj, by… pograć w domino. Wszyscy uśmiechnięci. Mieszkańcy wyspy znani są z pogody ducha. Dobry nastrój mają w krwi. Nie ma to nic wspólnego ze stopniem zamożności. I bogaci, i biedni są życzliwi i radośni. A przy tym bardzo urodziwi! Gdy na nich patrzyłam, nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że z genetycznej mie- szanki, którą pozostawili Indianie, biali i czarnoskórzy niewolnicy, Dominikańczycy odziedziczyli to, co najlepsze. Mieszkańcy Dominikany są też bardzo muzykalni, uwielbiają tańczyć. Nawet gdy robią zakupy, kołyszą się w rytm płynącej z głośników muzyki merengue lub bachata. Nic dziwnego, ich ojczyzna będąca kolebką tych rytmów wydała przecież takich muzyków jak Juan Luis Guerra czy Frank Reyes. Ogromną atrakcją są koncerty muzyki latynoskiej na Stadionie Olimpijskim w Santo Domingo. 60-tysięczny tłum śpiewa i tańczy razem z wykonawcą. Nikt nie myli ani rytmu, ani słów. To prawdziwy żywioł muzyki.
Rozkosze podniebienia
Dominikanę trzeba nie tylko zobaczyć, ale i posmakować. Na straganach rozłożonych przy każdej lokalnej drodze piętrzą się egzotyczne owoce: ananasy, papaje, różne gatunki bananów i mango. Świeże, dojrzałe, soczyste, niezwykle słodkie. Sok spływa po brodzie, kapie z palców. Nie ma nic równie pysznego. Importowane owoce, które można kupić w europejskich sklepach, nie są nawet namiastką prawdziwego mango. Ja zachwycam się słodyczą świeżego mleka kokosowego. Bardzo popularnym smakołykiem są też kawałki trzciny cukrowej. Produkowany z niej rum to najlepiej rozgrzewająca pamiątka z wakacji. Miłośnicy piwa do walizki spakują butelkę lokalnego wyrobu El Presidente, a palacze – dominikańskie cygara, które należą do najlepszych na świecie. Według tubylców są lepsze niż wyroby kubańskie. Znajdzie się też coś niepowtarzalnego dla płci pięknej: oryginalna biżuteria z larimaru, błękitnego półszlachetnego kamienia, występującego tylko na tej bajkowej wyspie.
Tekst: Agnieszka Andrzejewska
Dojazd: liniami AirFrance (przesiadka w Paryżu) oraz Iberia lub AirEuropa (przesiadka w Madrycie). Uwaga: niektóre połączenia Iberią mają międzylądowanie na Puerto Rico, gdzie wymagana jest wiza USA.
Wiza: 10 USD (można kupić na lotnisku)
Język urzędowy: hiszpański
Waluta: peso dominikańskie (DOP)
Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze listopad 2010 na str. 16-21.
