Majowie jako pierwsi zaczęli przetwarzać ziarna kakaowca. Sporządzali zeń napój, który był zarezerwowany jedynie dla władców i do celów rytualnych. Kilka wieków później powstała słodka płynna czekolada. Uwielbiają ją współcześni mieszkańcy Meksyku.

Historia czekolady zaczęła się od drzewa kakaowca, które dwa razy w roku obsypują biało-fioletowe kwiaty. W odróżnieniu od innych drzew owocowych kwiaty nie pokrywają czubków gałęzi, lecz wyrastają bezpośrednio z pnia. Owoce z wyglądu przypominają małe kokosy. Bardzo gorzkie nasiona chroni słodka i soczysta otoczka.

Niezwykłe drzewo
Z 22 gatunków kakaowca tylko jeden – Theobroma cacao – wydaje ziarna, z których wytwarza się czekoladę. Najwyższej jakości rarytasy powstają z odmiany criollo. Obecnie drzewa kakaowca rosną na plantacjach w sześciu stanach Meksyku: Chiapas, Tabasco, Oaxaca, Guerrero, Veracruz i Michoacán. Karol Linneusz nazwał drzewo kakaowca Theobroma cacao. Nazwa ta (z grec. teos – bóg; broma – napój) odzwierciedla wierzenia starożytnych Majów, którzy uważali, że drzewo to należy do bogów. Z nasion kakaowca przygotowywano gorzki napój przeznaczony wyłącznie dla królów i ludzi o wysokim statusie społecznym. Wykorzystywano go również w trakcie odprawiania świętych rytuałów.

Na zdrowie i szczęście
Od czasów starożytnych w Meksyku dużą popularnością cieszy się schłodzony napój czekoladowy, zwany tejate. Przepis na jego wykonanie był przekazywany z matki na córkę od niepamiętnych czasów. Tejate miało właściwości lecznicze (pomagało na dolegliwości żołądkowe) i magiczne – żona przygotowywała je mężowi drugiego dnia po ślubie, aby zapewnić rodzinie szczęście. Na turystach napój ten nie robi dobrego wrażenia – żółto-brązowy płyn z beżową pianką, na której unoszą się szumowiny, raczej nie zachęca do degustacji. Natomiast Meksykanie za nim przepadają. Na ulicach miast, targowiskach, bazarach, w przydrożnych budkach można kupić tejate rozlewane z wielkich ceramicznych misek wprost do plastikowych kubków. Przygotowanie napoju czekoladowego od wieków należy do obowiązków kobiet. Zmiażdżone i roztarte na miazgę ziarna kakao i kukurydzy zalewają lodowatą wodą i mieszają dłonią, dopóki nie stanie się gładki i kremowy.

Od Majów do Azteków
W języku Majów słowo „chocolatl” znaczy „gorzka woda”. Zanim gorzka lodowata mikstura zmieniła się w słodką i ciepłą czekoladę do picia, minęło jeszcze wiele stuleci. Od Majów zwyczaj picia czekoladowego płynu przejęli Aztekowie. Ich władca Montezuma II pijał w złotym kielichu napój z ziaren kakaowca, kukurydzy z dodatkiem słodkiego soku z agawy i wanilii. Montezuma uważał, że zwiększa wytrzymałość i zwalcza zmęczenie. Twierdził, że wzmacnia libido, dlatego spożywał go przed wizytami w haremie. Gdy w 1519 r. wojska Cortésa wkroczyły do azteckiej stolicy Tenochtitlan, w skarbcu królewskim odkryły miliony ziaren kakaowca. W tamtych czasach ziarna stanowiły oficjalny środek płatniczy (za dziesięć można było kupić królika na obiad). Cortés, wracając do Hiszpanii, zabrał ze sobą cenne znalezisko. Jednak zimny i gorzki napój przygotowany na bazie tych ziaren nie przypadł do gustu Hiszpanom. Uważali, że jest obrzydliwy. Wszystko zmieniło się ok. 1540 r., kiedy gwatemalskie zakonnice do zmielonego kakao dodały gorącą wodę, wanilię i cukier. Tak powstała słodka czekolada, która podbiła podniebienia Europejczyków.

Na każdą okazję
Na początku XX w. zwyczaj picia gorącej, słodkiej czekolady przywędrował z Hiszpanii do Meksyku. Od tego czasu podaje się ją zazwyczaj z churros (ciasteczkami smażonymi na głębokim tłuszczu). Krążki sproszkowanej czekolady są roztapianie w wodzie lub mleku i mieszane z różnymi składnikami, takimi jak: żółtka jaj, śmietana, melasa, cynamon, anyż. W miastach powstało wiele małych kawiarenek, w których można wybierać między różnymi smakami czekolad, także z dodatkiem chili. Czekolada na stałe zagościła na stołach Meksykanów. Jada się ją i pija nie tylko na co dzień, ale i od święta. 6 stycznia (Trzech Króli) Meksykanie spotykają się w gronie rodzinnym, aby wspólnie zjeść tradycyjne ciasto i napić się gorącej czekolady. Przed dniem Wszystkich Świętych w sklepach pojawiają się czekoladowe czaszki. Czekoladki są też niezastąpionym prezentem z okazji Dnia Nauczyciela (tutaj nie ma zwyczaju dawania kwiatów) i Dnia Zakochanych. Na straganach nawet pieczone banany polewa się czekoladą w płynie.

Tekst: Honorata Zapaśnik 

Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze zima 2010/2011 na str. 88-92.