Marząc o dalekich podróżach, Stany Zjednoczone zostawiałam zawsze na bliżej nieokreśloną przyszłość. Wydawało mi się, że są komercyjne i że nie znajdę tam miejsc, które mogłyby mnie zafascynować.
Jak bardzo się myliłam, zrozumiałam dopiero wówczas, gdy zobaczyłam Wielki Kanion – jeden z najpiękniejszych pomników przyrody, jaki kiedykolwiek widziałam. Przez tysiąclecia wody rzeki Kolorado wyrzeźbiły prawdziwy cud natury o długości 365 km, szerokości od 800 m do 29 km i głębokości sięgającej aż 1,6 km. Skały przechowują skamieniałości roślin i zwierząt, skrywając geologiczne tajemnice naszej planety. Zachwyt budzi nie tylko forma, ale także spektakularna gra kolorów. Każdy zestaw warstw skalnych ma inny odcień. Zachód słońca w tym miejscu jest kolorowym spektaklem, którego nie można przegapić. Żądni wrażeń turyści mogą podziwiać kanion ze szklanego pomostu Skywalk, który rozpościera się nad jego zachodnią częścią. Już sama myśl o spacerze po tym wyjątkowym „balkonie” budziła we mnie tyle samo grozy, ile ciekawości. Przełamałam jednak lęki. Wejście na szklaną przezroczystą taflę rozpostartą na wysokości 1219 m n.p.m. przyprawiło mnie o drżenie kolan. Chwyciłam się metalowej poręczy, ale przezroczysta ściana boczna wcale nie poprawiała mojego samopoczucia. Żeby dodać sobie otuchy, myślałam o zmaganiach inżynierów, o pracach nad projektem, które trwały aż 11 lat, o dwuletniej budowie, o testach wytrzymałościowych. Skoro szklana platforma opiera się ośmiostopniowemu trzęsieniu ziemi i wiatrowi wiejącemu z prędkością 160 km/h, to może i da radę 60- -kilogramowej turystce z Polski. Odważnie spojrzałam na strome skały Wielkiego Kanionu znajdujące się za szklaną szybą pod moimi stopami. Widok zapiera dech w piersiach: pionowe zbocza z wyraźnie zaznaczonymi warstwami skał w różnych odcieniach czerwieni, a daleko w dole wartki nurt rzeki Kolorado. Dla mnie to jeden z siedmiu cudów świata.
Tekst: Edyta Buchert
Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze marzec 2011 na str. 14.
