Podróż trwała ponad dwa miesiące. Przez Ukrainę i Rosję dotarliśmy do Kazachstanu, gdzie spacerowaliśmy po wyschniętym dnie Morza Aralskiego. Nocowaliśmy na Wielkim Murze Chińskim. W Tybecie poznawaliśmy bogatą buddyjską tradycję. W Nepalu na grzbiecie słonia zwiedzaliśmy dżunglę.

Wyruszając w tę podróż, nie miałam biletu powrotnego, dokładnego planu i strategii. Jedynie marzenia i luźne pomysły. Byli jeszcze ludzie, czyli czwórka przyjaciół, którzy wraz ze mną pokonali kilkanaście tysięcy kilometrów azjatyckim pociągami. Droga nie zawsze była prosta jak szyny kolejowe; czasem zdarzały się drobne wykolejenia, ale cała przygoda wyszła na dobre wszystkim uczestnikom. Jaka jest Azja z okna dalekobieżnych pociągów? Zapraszam w podróż. Biletów nie sprawdzamy!

Pociąg pierwszy: Rosja / Kazachstan – Granice
Rosjanie wbili w paszport pieczątkę wyjazdową. Kazachowie nie wpuścili. Wiza i jej data, wszystko źle. Wjeżdża tylko Adam. – A my?! – pytamy. – A wy wysiadać! – rzucają krótko. Kilku uzbrojonych celników prowadzi naszą trójkę na posterunek. Zrzucamy plecaki i grzecznie siadamy na niewygodnych stołkach. Nasze paszporty dzierży młody mężczyzna o imieniu Machabet. Zaczyna się przesłuchanie. Skąd, dokąd, po co i dlaczego. Tłumaczę z rosyjskiego na polski i na odwrót. Chyba stanowimy dla nich niezłą atrakcję, bo w pomieszczeniu przybywa celników, którzy przyglądają się nam z zaciekawieniem. Nie ma w tym przyglądaniu niczego złego, raczej życzliwe uśmiechy i próba pomocy trójce trochę zagubionych Polaków. Wzbudzamy zdziwienie z wielu powodów, głównie dlatego, że żadne z nas nie jest w związku małżeńskim. W tej części świata ludzie w naszym wieku bez usankcjonowanego prawem partnera już dawno zostaliby wrzuceni do worka z napisem „stara panna”/„stary kawaler”. Czyli, jak kto woli, dziwak lub nieudacznik. Kazachowie zakończyli przesłuchanie. – Wasze wizy będą ważne dopiero od jutra od północy, wtedy was wpuścimy. A teraz wracacie do Rosji. Nie mieliśmy wyjścia. Lepiej celnikom nie podskakiwać. – Kazachską muzykę znacie? – pyta Machabet. – Nie, to posłuchajmy. Z telefonu komórkowego płyną dźwięki skocznej melodii. Potem wsiadamy do pociągu, który zawozi nas na rosyjską granicę. Rosjanie dwie godziny myślą, co zrobić, w końcu zapada decyzja. Anulują nam pieczątki wyjazdowe. – Macie paszporty. Ale jak jutro Kazachy was nie wpuszczą, to my też już nie wpuścimy. Następnego dnia krótko po północy wjeżdżamy do Kazachstanu. Pasażerowie naszego pociągu płaczą ze śmiechu. Cały wagon zna naszą historię, bo na wieczornej zmianie byli „nasi” celnicy. Prowadnik podchodzi do mnie: – Celnik panią prosi, chodźmy do przedziału. Tak, pewnie znowu nie wjedziemy do Kazachstanu, a Rosjanie nas nie wpuszczą – myślę, czując się jak pingpongowa piłeczka. Machabet siedzi w przedziale sam i skanuje paszporty. Metodycznie wkłada stronę ze zdjęciem w płaską przegródkę maszyny i wszystko błyskawicznie pojawia się na ekranie minikomputera. – Posiedź ze mną chwilę. Nie będzie mi się nudziło. Uśmiecham się i siadam obok.

Pociąg drugi: Kazachstan – Umarłe morze
Starym UAZ-em jedziemy na miejsce, gdzie kiedyś płynęło Morze Aralskie. Radzieckie władze odwracając bieg rzek i rozlewając je po polach bawełny, pozbawiły morze wody, a ludzi pracy i pieniędzy. Krajobraz jak po katastrofie. Przed nami bezkresny step. Zamiast wody obfitującej w ryby, morze piachu, na którym osiadły zasuszone rdzą kutry rybackie. Pochylone, pokiereszowane, straszą odłażącymi płatami blachy. Szybko wracamy do Aralska – kiedyś prężnie rozwijającego się portu rybackiego, a dziś podupadłej mieściny. Z głównej ulicy przy każdym kroku wysoko unosi się pył. Nieopodal wielbłąd pije wodę z kałuży. Podczas spaceru zaczepia nas bezzębna kobieta usiłująca sprzedać papierosy na sztuki oraz wariat, który się upiera, aby od ręki dać mu zdjęcie z aparatu cyfrowego. Ani na krok nie odstępuje nas okoliczna dzieciarnia. W dawnym porcie stoją pokazowe kutry, jest jeszcze brama, a na dnie morza, które odeszło, wznosi się hotel. Przyroda po kataklizmie jakoś daje sobie radę. Jednak ciągle istnieje poważne zagrożenie biologiczne. Ludzie żyją z dnia na dzień w oczekiwaniu, że morze kiedyś wróci. Może wróci?

Pociąg trzeci: Chiny – Noc na Murze
Kiedy ruszamy na podbój muru, Chiny spowija już ciemna, nieprzejednana noc. Przez małą wioskę, 60 km na północ od Pekinu, przebiega dobrze zachowany fragment Wielkiego Muru Chińskiego. Ta część systemu fortyfikacji różni się od innych zupełnym brakiem turystów. Mijamy znak, na którym w kilku językach jest napisane, że zakazuje się chodzenia po murze, i ruszamy pod górę stromą ścieżką wśród drzew. Po kilkunastu minutach stajemy przed pokruszoną ze starości basztą. Ktoś zostawił drabinę. Podczas wspinaczki towarzyszą nam czołówki. Idziemy to po pochylonej płaszczyźnie muru to po płaskich i szerokich schodach. Co kilkadziesiąt metrów przechodzimy przez wieże, w których kiedyś szukano schronienia. Znaleźliśmy je i my. Półtorej godziny marszu zrobiło swoje, szybko zapadamy w sen niczym dawni wojownicy. Noc jest cicha, spokojna, a sen niezmącony. Nazajutrz wita nas mglisty i duszny ranek. Z białych oparów nagle wyłaniają się drzewa; ich czubki ledwie sięgają dolnej granicy muru. Marsz po murze w dół jest bardziej męczący niż wchodzenie. Brudni, głodni, trochę oszołomieni przygodą, którą właśnie przeżywamy, toczymy się ku przystankowi autobusowemu z nadzieją, że wkrótce coś przyjedzie.

Pociąg czwarty: Tybet – Pałac na Dachu Świata
Pałac Potala jest tak wielki, że trudno go objąć wzrokiem. I myślami. Budowla dumnie góruje nad Lhasą, stolicą Tybetu. Dawna rezydencja Dalajlamów cudem nie została obrócona w perzynę podczas rewolucji kulturalnej w latach 1966–1969. Dziś pełni funkcję muzeum narodowego. – Nie wolno fotografować! Nie wolno niczego wnosić! Nic nie wolno! – mówi przewodnik. Jak wszędzie w Tybecie. Nic nie wolno. Ani mieszkańcom, ani turystom. Ginącej kulturze nie pomagają przybysze z aparatami, którzy przyjechali zobaczyć buddyjską egzotykę. – Wolno zwiedzać tylko Czerwony Pałac. Dobrze, że w ogóle można wejść do środka, choć szkoda, że dawny władca tego miejsca musiał uciec. Podobno w pałacu znajduje się tysiąc komnat. Wspinamy się po schodach ku wielkiemu dziedzińcowi. Nad nami jest już tylko niebo. Tak niebieskie, jak nigdzie indziej na świecie. Z dziedzińca udajemy się wprost do komnat w czerwonej części pałacu. W lekko przyciemnionych wnętrzach mijamy wizerunki Buddy, rzeźby, ołtarze. W ciszy buddyjskich świątyń wracają dawne złote czasy Tybetu, kiedy ludzie żyli w zgodzie ze sobą i z naturą. Dziś uśmiechnięte twarze Tybetańczyków dalej wyrażają szczerość, ale entuzjazm chłodzi chiński okupant. Zakazono wywieszania flagi Tybetu. Próbowano zabrać religię i tożsamość. W mroku pałacowych komnat poczułam, że choć Polskę dzieli od Tybetu wiele tysięcy kilometrów, to historię mamy bardzo podobną.

Przesiadka na słonia: Nepal słoń płacze
Idziemy błotnistą ulicą, przy której stoją niewysokie domki i ośrodki wypoczynkowe. Za nami rozciąga się pełen dzikich zwierząt park Chitwan. Wtem, pod wysokim zadaszeniem dostrzegamy słonia, a właściwie słonicę, machającą trąbą. Majestatyczna olbrzymka o imieniu Tamankan nie jest sama, towarzyszy jej „kierowca”. W Azji słonie są atrakcją turystyczną. Wożą turystów, kąpią się z nimi w rzece, a za nieposłuszeństwo niejednokrotnie dostają po uszach drewnianą pałką. Zachęcani przez Hindusa podchodzimy bliżej. Głaszczemy słonicę. Jej skóra jest delikatna i szorstka zarazem. Samica odwraca się do nas, a z jej oczu spływają ogromne łzy. Jesteśmy wzruszeni. Słonie są mądrymi i uczuciowymi zwierzętami. Rozwścieczone wpadają w amok, dlatego trzeba się z nimi obchodzić delikatnie. Tamankan daje się nam obłaskawić, przytulić. Z jej grzbietu oglądamy azjatycką dżunglę. Po zakończonej wycieczce ściskamy czule jej trąbę i nasze drogi się rozchodzą. Ciekawe, co dziś robi Tamankan?

Dojazd: na Ukrainę najłatwiej dojechać autobusem (bilet z Krakowa lub Warszawy kosztuje ok. 80 PLN). Bilety kolejowe na przejazd pociągami przez Ukrainę, Rosję i Kazachstan sprzedają biura specjalizujące się w sprzedaży wycieczek na Wschód.

Wizy: ukraińska – nie jest wymagana, rosyjska tranzytowa – 151 PLN, kazachska: 50 USD, chińska – 210 PLN, nepalska – 15 USD. Aby wjechać do Tybetu, trzeba mieć specjalne pozwolenie (można je uzyskać w Chinach lub Nepalu, wykupując zorganizowany wyjazd do Tybetu).

Waluta: Ukraina – hrywna (UAH), 1 UAH – 0,35 PLN; Rosja – rubel (RUB), 1 RUB – 0,96 PLN; Kazachstan – tenge (KZT), 1 PLN – 51 KZT; Chiny – juan (CNY), 1 CNY – 0,43 PLN; Nepal – rupia nepalska (NPR), 1 NPR – 0,04 PLN.

www.ukraina.pl, www.rosjapl.info, www.kazachstan.pl, www.himalaje.pl, www.chiny.pl, www.ratujtybet.org

Tekst: Ania Dąbrowska

Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze marzec 2011 na str. 18-23.