Nocny tryb życia, unikanie otwartych przestrzeni, czułe zmysły oraz opanowane do perfekcji umiejętności skradania się  sprawiają, że ryś jest najbardziej tajemniczym zwierzęciem naszych lasów. Można go tropić, ale do spotkania dojdzie wtedy, gdy sam na to pozwoli.

Podobnie jak innym przedstawicielom rodziny kotowatych trudno odmówić mu urody. Długie łapy, pełen gracji chód, sterczące uszy zakończone pędzelkami, a do tego bujne futro, najczęściej w brunatne plamki, wyróżniają rysia spośród leśnych drapieżników. Domem tych pięknych kotów są największe, najbardziej naturalne i najrzadziej odwiedzane przez człowieka kompleksy leśne. W Polsce żyje zaledwie ok. 200 rysi. Najczęściej można je spotkać w Bieszczadach (ryś jest w herbie Bieszczadzkiego Parku Narodowego), Beskidzie Niskim, Sądeckim, Żywieckim, Tatrach, Gorcach i Pieninach, a także na Roztoczu i w puszczach północno-wschodniej Polski: Białowieskiej, Knyszyńskiej i Augustowskiej. W latach 90. XX w., po kilkuletniej akcji reintrodukcji prowadzonej przez Kampinoski Park Narodowy, drapieżne koty wróciły do Puszczy Kampinoskiej. Obecnie podobne starania są prowadzone w Puszczy Piskiej na Mazurach.

Samotny łowca
Gęste lasy zapewniają im schronienie i pożywienie. Rysie najchętniej polują na sarny, ale nie gardzą też zającami, kozicami oraz młodymi jeleniami i dzikami. Dorosły samiec jest aktywny przede wszystkim wieczorem i nocą (zabija ok. 75 saren rocznie), samica opiekująca się młodymi poluje przez całą dobę (jej łupem pada nawet 200 zwierząt). Swoją ofiarę, jeśli nie zostanie zjedzona na miejscu, zakopuje pod śniegiem lub liśćmi, by nie znalazły jej inne drapieżniki. W polowaniu pomagają mu bystry wzrok i dobry słuch. Ryś sprawnie wspina się po drzewach, potrafi skoczyć z miejsca nawet na wysokość dwóch metrów. Nie jest jednak dobrym biegaczem, szybko się męczy.

Rysie są zwierzętami terytorialnymi. Samce (ważą ok. 22 kg i mierzą 130 cm długości) żyją samotnie na obszarze o powierzchni 200 km kw. Samice, mimo że przez większą część roku opiekują się młodymi, zajmują dwa–trzy razy mniejszy teren. Przedstawiciele obu płci, chociaż ich rewiry się pokrywają, przez większą część roku żyją osobno. Samce i samice spotykają się pod koniec zimy, czyli w okresie rui. Ciąża trwa średnio 2,5 miesiąca. Młode po urodzeniu ważą zaledwie 300 g, przez sześć miesięcy żywią się mlekiem matki i szybko przybierają na wadze. Samodzielność osiągają przed upływem roku, wówczas opuszczają matkę i ruszają na poszukiwanie swego terytorium. W trakcie wędrówki mogą pokonać nawet 100 km, pod warunkiem że będą szły przez las.

Mistrzowie zwodzenia
 Od 1995 r. ryś (Lynx lynx) jest objęty ochroną gatunkową i wpisany do Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt. Każdy region Polski, który swoją obecnością zaszczyciły te rzadkie drapieżniki, z dumą umieszcza rysia na liście atrakcji turystycznych.

Jak jednak doprowadzić do tego, by nie był on atrakcją czysto teoretyczną? Jak go zobaczyć, choćby na chwilę i z daleka? Są dwie możliwości: trzeba mieć dużo szczęścia albo jeszcze więcej czasu. Chodząc na chybił trafił po najdzikszych ostępach, rysia się nie zobaczy. Może raz na dziesięć lat jakiś cień mignie w zupełnej ciszy przez ułamek sekundy za wykrotem, pozostawiając obserwatora w niepewności. To samo dotyczy tropienia po śniegu. Kiedy ryś zorientuje się, że człowiek jest blisko, po prostu zniknie. Mistrzostwa rysi w zwodzeniu tropiących doświadczyłem podczas wędrówki w tyralierze przez las. Było nas dziesięcioro, szliśmy w ok. 20-metrowych odstępach. Przed nami podążał ryś z nadajnikiem telemetrycznym. Dwie osoby na skrzydłach, wyposażone w odbiorniki śledzące sygnał nadajnika, sterowały tyralierą. Co chwila otrzymywaliśmy nowe informacje: „Około 200 m na wprost przed nami, 100, 50, 20. Na kogo idzie? Kto go widzi? Nikt, dlaczego? 20 m za nami. No co jest? Idziecie z zamkniętymi oczami?”. Do dziś nie wiem, jak mogliśmy go minąć.

Kocia natura
Próbowałem też zasiadki w zamaskowanych czatowniach i ambonach, w pobliżu których myśliwi wykładają padlinę, żeby zwabić drapieżniki. Przychodziły wilki, lisy, orły i pomniejsze drapieżniki, ale nie rysie. Słuchając opowieści nielicznych szczęśliwców, którzy spotkali rysia, doszedłem do wniosku, że muszę go przyłapać na tym, jak zgodnie z kocią naturą wypoczywa. Leży na polance, wygrzewając się na słońcu po zimnej nocy. Siedzi na stosie drewna przy leśnej drodze. Wszystkie te spotkania odbywały się w spokoju, a odpoczywający ryś wcale nie zamierzał panicznie uciekać. Dopiero kiedy człowiek podchodził blisko, powoli się oddalał.

Jak pomóc szczęściu
Podstawą sukcesu tropiącego jest dobra znajomość terenu. Rysie znakują swój rewir, zostawiając w widocznych miejscach odchody i drapiąc pazurami pnie drzew lub odkrytą ziemię. Mają stałe szlaki, których lubią się trzymać. Są wygodne i chętnie poruszają się po leśnych drogach i duktach, a w zimie po zamarzniętych rzekach. Znajomość zwyczajów leśnych kotów zaowocowała niespodziewanym spotkaniem w głębi Puszczy Białowieskiej. Zatrzymaliśmy się na mostku przerzuconym przez rzekę.

– Wczoraj w tym miejscu i mniej więcej o tej porze widziałem rysia – rzucił Paweł, strażnik leśny z Hajnówki. – Szedł w moją stronę. Kiedy dotarł do łąki, skręcił w lewo.

– Co ty powiesz – roześmialiśmy się z Jankiem – ryś w południe? Po czym odruchowo spojrzeliśmy we wskazaną stronę. Drogą przez las w naszym kierunku podążało jakieś zwierzę. Paweł spojrzał przez lornetkę i powiedział: – O znowu idzie. Obaj z Jankiem rzuciliśmy się na lornetkę. Ryś zbliżał się i kiedy wyszedł na skraj lasu nad rzeką… skręcił w lewo i po chwili zniknął wśród wysokich turzyc i kęp trzcin.

Najczęściej widywałem rysie na leśnych drogach. Po deszczu rysie wychodzą na otwartą przestrzeń, żeby wysuszyć futerko. Podchodziłem do siedzących na drodze rysi na piechotę, podjeżdżałem rowerem i samochodem i żaden z nich nie był skłonny uciekać do lasu. Kiedy byłem już blisko, z wyraźną niechęcią wchodziły powoli w wilgotne zarośla. Czasami nawet cofały się po pierwszym kontakcie z mokrą trawą. Na kolejne spotkanie w lesie czekałem kilkanaście lat. Któregoś razu na zwalonym pniu, który mijałem setki razy, ujrzałem drzemiącego samca. Ręce trzęsły mi się z emocji, szarpałem się z aparatem, a ryś nic! Od czasu do czasu ziewał. Udało mi się zrobić kilka bezcennych klatek, zanim powoli wstał i odszedł.

Tekst i zdjęcia: Paweł Fabijanski

Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze czerwiec 2011 na str. 94-98.