Są takie miejsca na świecie, gdzie wszystko pachnie ziołami, a życie osładzają pyszne likiery. W Małopolsce zamiast górali tradycjonalistów spotkałem szamanów. Przy pełni księżyca zbierają zioła, robią nalewki, kręcą tajemnicze maści. Połączył ich szlak Małopolska Wieś Pachnąca Ziołami.

– Zioła to całe moje życie. Rozpowszechniam je w kuchni i lecznictwie. Serwuję także nalewki. Każda ma inne właściwości lecznicze. Wiśniówka jest dobra na przeziębienie, dzięgielówka na bóle gardła, dereniówka poprawia humor – śmieje się Andrzej Mikołajewicz z Czorsztyna. Jak przystało na górala, nosi tradycyjny strój, tak naprawdę zaś jest szamanem. W jego ogrodzie można znaleźć niemal wszystkie leki natury. Pod domem rośnie nagietek i rumianek, lawenda i rozmaryn, czarnuszka, kolendra, majeranek, kminek i lubczyk. Wzdłuż płotu gorzki piołun i pachnąca ruta. Dalej szałwia, tymianek i estragon. Jego gospodarstwo wchodzi w skład Małopolskiej Wsi Pachnącej Ziołami, szlaku łączącego 22 regionalne gospodarstwa, które odtwarzają dawne tradycje uprawy ziół i roślin leczniczych. Goście mogą wybrać, czy chcą się wygrzewać w słońcu, czy pod okiem mistrza odkrywać tajniki zielarstwa. Lekcje rozpoznawania leczniczych roślin połączone z wędrówkami po łąkach kończą warsztaty sporządzania nalewek i likierów. Czasem na drugi dzień niektóre „nauki” boleśnie odczuwa głowa, ale od czego są zioła i kolejne nalewki.

Leki Natury
Gospodarze szlaku nie proponują gościom leków z apteki. Wiedzą, że ból uśmierza herbata z melisy, a okłady z górskiej arniki niwelują siniaki i opuchliznę. Trzeba im tylko zaufać. Zalety tajemniczych, pachnących roślin opisywały legendy z zamierzchłych czasów. W Małopolsce przypisywano ziołom szczególne znaczenie. Z powodzeniem stosowano je na wszelkie dolegliwości. Uprawiane były w każdym niemal gospodarstwie, bo – jak mówiło stare ludowe porzekadło – „Tego śmierć nie ubodzie, u kogo szałwia w ogrodzie”. Obiekty ze szlaku Małopolska Wieś Pachnąca ziołami znajdują się w południowej i wschodniej Małopolsce, ale najwięcej jest ich w pasie od Pienin po Beskid Sądecki oraz Niski. Każde gospodarstwo ma nieco inną specjalizację, ale wszystkich gospodarzy łączy jedno. Jak najprawdziwsi szamani strzegą tajemnic swoich nalewek i mieszanek. Jak czarodzieje nie pozwalają ich przyjmować byle jak i byle gdzie.

Raj utracony
Niektóre likiery dojrzewają nawet pół roku. Po każdym posiłku serwują je Irena i Roman Suliczowie w Gościnnej Chacie w Wysowej Zdroju. W tej starej łemkowskiej karczmie można zasmakować homiłków (pieczonych kulek z twarogu z miętą), kisielicy (żuru z owsianej mąki) lub waru ze zlepieńcami (zupy z kiszonej kapusty z dodatkiem pierogów z mięsem). Do popicia: mocna dzięgielówka, orzeźwiająca miętownica albo kwas chlebowy własnego wyrobu. Gospodyni ocaliła od zapomnienia wiele starych przepisów, w których często pojawiają się najróżniejsze zioła. Niektóre łemkowskie potrawy stały się dziś niemal wizytówką małopolskiej kuchni. To właśnie polne zioła, tradycyjnie używane przez Łemków, nadają jej niepowtarzalny smak. Sama Wysowa Zdrój przyciąga turystów leczniczymi wodami, zaś zabytkowa pijalnia jest jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc w okolicy. Atrakcje dla podniebienia konkurują z drewnianymi, malowanymi cerkwiami i kościółkami. Wysowa, Kwiatoń, Gładyszów – zachwycą drewnianą architekturą. Niektóre z tutejszych cudów lepiej znają miłośnicy filmów. Kilkadziesiąt kilometrów dalej leży Dębno z drewnianym kościółkiem, znanym nie tylko z zabytkowego wnętrza, ale również z serialu „Janosik”. Tutaj właśnie filmowy rozbójnik brał ślub z Maryną. – To raj utracony – mówią przewodnicy, pokazując na łąki i lasy. Obok Dębna czeka kolejna niespodzianka. Okazuje się, że rosnące w polskim ogródku zioła sprawdzają się w egzotycznej kuchni.

Katsudon po góralsku
W Harklowej przekonałem się, że japońskie specjały, np. katsudon (kotlet schabowy w sosie sojowym z imbirem, cebulą i jajkiem parzonym) doskonale smakują w górskim otoczeniu. Na ustronnej polanie, na którą gospodyni dowozi gości samochodami terenowymi, stoi pensjonat wybudowany i prowadzony przez rodowitą Japonkę. Jest jak najbardziej góralski, tutejszy. Pani Miwa Akiko łączy w nim kulturę dalekiej Japonii z tradycją Małopolski. Widać to w jadłospisie. Panuje w nim typowa dla kultury Wschodu harmonia. Potrawy przyrządza się z naturalnych składników i podaje w określonych porach. Wysublimowane japońskie dania perfekcyjnie komponują się z prostą wiejską strawą. Łączy je aromat ziół. – Goście lubią niezwykłe zestawienia – mówi pani Akiko – dlatego na stole leżą pieczone żeberka i sushi, pstrągi z górskiego potoku i sajgonki. Staramy się, by w kuchni nie było monotonii. Japońska kuchnia jest tak bogata, że dwa tygodnie to za mało, by choć trochę ją poznać. Pani domu zasiada do stołu w pięknym kimonie i uczy gości, jak jeść pałeczkami. Potem serwuje nalewki, robi wyśmienitą porzeczkówkę. Goście uczą się też układania bukietów i kaligrafii. Poznają tajniki zdrowego życia. Relaksującą atmosferę pensjonatu uzupełnia panorama za oknami. Zapiera dech w piersiach. Widać stąd Tatry i Pieniny, lśniącą wstęgę Dunajca i Jezioro Czorsztyńskie. Ten obraz to kwintesencja filozofii całego szlaku Małopolska Wieś Pachnąca Ziołami: spokoju, ciszy, kontaktu z naturą i życia w zgodzie ze sobą i swoją pasją.

Szlak Małopolska Wieś Pachnąca Ziołami został zrealizowany przez Sądecką Organizację Turystycznę z budżetu Województwa Małopolskiego

Tekst: Piotr Kałuża

Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze kwiecień-maj 2010 na str. 86-89.