Otoczona górami, wśród schodkowych pól ryżowych, wiecznie gwarna, pełna turystów i przedstawicieli rozmaitych grup etnicznych – oto Sapa.

„Jedź do Lao Cai, miasteczka oddalonego od Sapy półtorej godziny jazdy minibusem, pociągiem nocnym z kuszetkami, to przynajmniej dobrze się wyśpisz” – radzą znajomi i potwierdzają przewodniki. Na dworcu w Hanoi chodzę wzdłuż jedynego podstawionego pociągu. Nie widzę jednak wygodnych wagonów sypialnych ani turystów. Konduktor potwierdził moje obawy. Komfortowy pociąg odjechał godzinę wcześniej. Wsiadam do zwykłego i zamiast 7 godzin jadę do Lao Cai ponad 10. Noc spędzam na drewnianej dwuosobowej ławce, dzieląc ją z trójką Wietnamczyków i kurczakami zamkniętymi w klatce. Ani jarzeniówki, ani wietnamski pop płynący z głośników nie wyłączają się nawet na chwilę. Pomyłki jednak nie żałuję. Za sprawą francuskich kolonizatorów w latach 30. XX Sapa stała się miasteczkiem. Dzisiaj jest turystyczną mekką. Mnóstwo tu hoteli, restauracji, agencji organizujących wyprawy na Fan Si Pan. Najwyższy szczyt Wietnamu, zwany Dachem Indochin, wzbija się w niebo na wysokość 3143 m. Widok z hostelu Pinokio wyjaśnia takie zainteresowanie przyjezdnych. Siedzę na tarasie wpatrzona w góry ze schodkami pól ryżowych na zboczach, wioski w dolinach i pasące się konie.

Etniczna mozaika
Pod hotelami zbierają się kobiety w tradycyjnych czarnych tunikach z koszami na plecach. To przedstawicielki szczepu Czarnych Hmongów, do którego należy 50 proc. mieszkańców miasteczka. Północ kraju jest tyglem kulturowym. Większość z 54 grup etnicznych żyjących w Wietnamie stanowią plemiona zamieszkujące górzystą północ. Te z kolei dzielą się jeszcze na szczepy. Są więc Hmongowie Czarni, Czerwoni, Biali, Zieloni, Kwieciści… Najłatwiej rozróżnić ich po strojach, które noszą na co dzień, nie tylko dla turystów. Posługują się też odmiennymi dialektami. Hmongowie, przybyli z południowych Chin, trudnią się głównie uprawą ryżu, kardamonu i zbóż, hodują bawoły, konie i świnie, słyną również jako doskonali tkacze. Jednak dzisiaj w ich życiu coraz ważniejszą rolę odgrywa turystyka. W bambusowych koszach znoszą z górskich wiosek nie tylko żywność na wymianę na targu, ale przede wszystkim turystyczne pamiątki. Przedstawiciele okolicznych plemion i szczepów zbierają się na największym w rejonie targu w Bac Ha. Odbywa się raz w tygodniu – niedzielę – takiej okazji nie mogę przepuścić. Stroje w pasy we wszystkich kolorach tęczy są oznaką przynależności do Kwiecistych Hmongów – szczepu najbardziej wyróżniającego się ze wszystkich obecnych na targu w Bac Ha.

Pieszo i na skuterze
W Bac Ha spotykam się też z moją przyjaciółką Marią. Z wypchanymi rękodziełem plecakami wracamy do Sapy, by wyruszyć w góry. Ciężko wybrać się na wędrówkę samemu. Po pierwsze, nie ma wyznaczonych szlaków, po drugie, od razu przyłączą się do ciebie przewodniczki ze szczepu Czarnych Hmongów. Od nikogo nie chcą pieniędzy, na koniec dnia wyjmą z koszy swoje wyroby: torby, bransoletki, poszewki. Coś trzeba będzie kupić. Krętymi szlakami prowadzą nas po górach. Ślizgamy się na błotnistych ścieżkach aż w końcu trafiamy do małej wioski, gdzie do jednego z tradycyjnych domów zostajemy zaproszone na obiad. W trzyizbowej chacie centralne miejsce zajmuje ołtarzyk ku czci przodków. Obiad jemy przy drewnianym stole, siedząc na podłodze. Po takim dniu miska ryżu i zupa z liścia smakują wybornie. Postanawiamy z Marią uciec trochę od turystycznej atmosfery Sapy i zobaczyć tereny położone wyżej w górach. Wypożyczamy skutery – podstawowy środek transportu w Wietnamie. – Ja bym chciała z automatyczną skrzynią biegów – proszę właściciela wypożyczalni. – Nie radzę – mówi mężczyzna. – Są dużo słabsze i mogą nie dać rady na tak stromych podjazdach. Ponieważ mam niewielki staż jako kierowca skuteru, jestem lekko przerażona. Nie zmieniamy jednak planów i ruszamy na zachód. Zatrzymujemy się w niewielkich wioskach, przy wodospadach i przy punktach widokowych. Wędrówki po górach Wietnamu nie można skończyć na Sapie, tutaj trzeba ją rozpocząć.

Dojazd: samolotem, zawsze z przesiadką Wizy: 30-dniowa wiza jednokrotnego wjazdu kosztuje 45 dol. informacje na: www.ambasadawietnamu.org
Ceny: trekking na Fan Si Pan trwa 1–3 dni. Zdobyć szczyt i wrócić do Sapy tego samego dnia mogą jedynie wyjątkowo wysportowani turyści, i to pod warunkiem, że będzie dobra pogoda. Organizację trekkingu zajmuje się m.in. agencja turystyczna Topas Travel. Noclegi na kempingach. Więcej na: www.topastravel.vn.

www.vietnamtravel.org

www.vietnamtourism.com

Tekst: Joanna Szyndler

Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze kwiecień-maj 2010 na str. 66-69.