Hajda mości państwo, walizki w dłoń, paszporty do kieszeni, a kremy przeciwsłoneczne na twarz – czas Tunezję zdobywać! Wszak nie możemy być gorsi od Fenicjan, Greków i Rzymian, którzy już w starożytności poznali się na walorach i znaczeniu tego urokliwego regionu.
A że i Polak potrafi, niech świadczy o tym, że ponad 200 tys. rodaków najechało w zeszłym roku słoneczną ojczyznę Hannibala. Imponująca liczba prawda? Niezbity dowód na coraz większą popularność Tunezji, która oferuje energetyczną mieszankę saharyjskich klimatów z pełną temperamentu atmosferą basenu Morza Śródziemnego.
Poza szlakiem
Mówi się, że Tunezja jest juz odkryta i doskonale znana. Nieprawda! Słyszymy jedynie o nadmorskich kurortach Sousse, Mo-nastir czy Hammamet, których foldery i katalogi z kuszącymi obietnicami spędzenia szampańskiego urlopu szturmem wdarty się do biur podróży w całej Europie. Tymczasem zaledwie 30 km na południe od Monastiru lub 60 km na północ od Sfaxu, na ostro wbijającym się w morze półwyspie, usadowiło się spokojne i pełne czaru miasteczko Mahdia (Al-Mahdi-ja). Oczywiście i tutaj dotarły już luksusowe hotele z thalassote-rapią, basenami, disco party, ale dzięki rozsądnemu planowaniu cała strefa wypoczynkowa znalazła się poza centrum miasta. W ten sposób miasteczko zachowało swój naturalny charakter, a mieszkańcy są nadal bardziej skupieni na rytmie dnia codziennego niż na przemykających gdzieniegdzie turystach. Dzięki Bogu albo raczej „Inszallah”, skoro jesteśmy w Tunezji.
Na kartach historii
Mahdia założona została w I w. n.e. przez kalifa Ubajdullaha z szyickiej dynastii Fatymi-dów, która w niedalekiej przyszłości rządzić miała całym ówczesnym obszarem świata arabskiego – od Maroka po Egipt. Ubaj-dullah ogłosił się oczekiwanym przez lud Mahdim, czyli zbawcą pochodzącym w linii prostej od proroka Mahometa. Stąd wzięła się nazwa miasta. Późniejsze jego losy są tak samo burzliwe, jak burzliwa była historia kraju przechodzącego wielokrotnie z rąk do rąk kolejnych najeźdźców. Jednym z ciekawszych okresów był wiek XVI, kiedy Mahdia stała się siedzibą tureckiego korsarza Draguta. Bazując na wcześniejszych pirackich korzeniach miasta, udało mu się ponownie wskrzesić hultajskiego ducha wśród jego mieszkańców. Na miejscu dawnego pałacu Fatymidów Dragut wybudował fort obronny Borj el-Kebir, skąd toczył bitwy i potyczki z Hiszpanami. Hiszpanie chcąc wykurzyć korsarza z dobrze ufortyfikowanego miasta, wysadzili 10-metrowe mury, a także uszkodzili miejską bramę Skifa el-Kahla. Na szczęście przetrwała
ona do naszych czasów i teraz prowadzi przez nią główne wejście do mediny, czyli starego miasta. Ze szczytu bramy rozciąga się malowniczy widok na całe stare miasto z poplątaną siecią wąskich uliczek kryjących w swoim labiryncie prywatne domy, malutkie placyki z kawiarenkami, popularne miejsca gwarnych spotkań, a także warsztaty tkackie z rytmicznie uderzającymi o siebie krosnami lub sklepy pełne owoców i świeżych ryb przywiezionych przed chwilą z rybackiego portu.
Tuz przy głównym placu jest Wielki Meczet – niestety, odbudowana kopia. W oddali dumnie pręży się fort obronny i latarnia morska postawiona prawie na samym krańcu cypla. Zaraz za nią znajdują się pozostałości fatymidzkich fortyfikacji oraz starego portu z jedyną ocalałą bramą Bab el-Bahr. Nad portem położony jest muzułmański cmentarz z XVI w., którego śnieżnobiałe nagrobki przepięknie kontrastują z wielotonowym błękitem morza.
Sztuka
W przeszłości Mahdia słynęła z doskonałej jakości tkactwa i wyrobów z jedwabiu. Do dziś miasto cieszy się renomą producenta najpiękniejszych strojów ślubnych w całym kraju. Raz w tygodniu odbywa się jarmark, na którym można kupić lub podziwiać wytwory lokalnych rzemieślników. Miasteczko znane jest również z połowów sardynek, które odławiane są tradycyjną metodą, tę samą od stuleci. Nocą rybacy wypływają na wody wyposażeni w lampy i latarnie. Zwabione jasnym blaskiem ciekawskie sardynki same wpadają do sieci.
Ryby połączyły w legendzie Mahdię ze sławniejszym miastem El-Dżem, położonym w głębi lądu. W VII w. wybuchło w Tunezji powstanie antyarabskie. Zjednoczone plemiona berberyjskie pod wodzą charyzmatycznej księżniczki Al-Kahiny stawiły zacięty opór najeźdźcom. Podobno w El-Dżem rozegrała się decydująca bitwa. Otoczeni w rzymskim amfiteatrze powstańcy wystrzeliwali w stronę przeciwnika świeże ryby, w tym również sardynki. Codziennie dostawa tej niebanalnej amunicji odbywała się poprzez podziemny tunel łączący oba miasta. Istnienia takiego kanału jednak nigdy nie dowiedziono. Może warto poszukać go na własną rękę? Przecież to kolejny powód, aby przyjechać do Mahdii.
Tekst: Sebastian Durbacz
Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze czerwiec 2009 na str. 22-24.
