Starożytni wiedzieli, jak rozpieszczać ciało i zmysły. Grzechem byłoby z tej wiedzy nie skorzystać. Zanim więc spoczniesz w cieniu palmy znużony odkrywaniem egipskich tajemnic, skuś się na spa w Sharm El Sheikh. To relaks, którym nie wzgardziłaby nawet królowa Nilu.

Sharm El-Sheikh to spełniony sen turysty. Kilometry piaszczystych plaż, rafa koralowa Ras Muhammad, zabytki, nieustająca pogoda, wreszcie życie nocne Naama Bay: tego wszystkiego pożąda zimnokrwisty Europejczyk planujący wakacje. Sharm przyczajony nad brzegiem Morza Czerwonego nie wymaga specjalnych zabiegów marketingowych, sprzedaje się sam, a kiedy znudzi się plażowanie, zwiedzanie i nocne imprezy, Sharm podaruje turystom coś jeszcze: wspaniały świat spa, który przyciąga obietnicą nieziemskiego relaksu, piękna i zdrowia.

W CIENIU PIĘCIU GWIAZDEK
Mylą się ci wszyscy, którzy sądzą, że spa to snobistyczny kaprys nowobogackich. Wymyślili je wszak starożytni Rzymianie i Grecy, a współcześni przyklaskując im, zbudowali miejsca, które bez przesady można nazwać świątyniami odpoczynku i regeneracji ciała oraz ducha. Sharm El-Sheikh urosło dziś do rangi prawdziwego zagłębia spa. Ośrodki, gabinety i hotele prześcigają się w bogactwie terapii, zabiegów, wystrojów. Od ascetycznej klasyki po modernistyczny misz-masz, tylko od ciebie zależy, w jakim wnętrzu wolisz się zapomnieć. Pięciogwiazdkowe oazy, takie jak Louis Tiran Sharm, Sonesta, Hyatt Regency czy Savoy Sharm, reklamują swoje spa holistycznym podejściem do rytuałów pielęgnacji ciała i umysłu. Nie zagłębiam się w filozofię, tylko wyobrażam sobie, na ile sposobów zadbają tam o moje ciało… Egyptian Coffee Scrub, Detoxifying Marine Algae Wrap, Sea Salt Glow brzmią jak nazwy orientalnych potraw, a nie zabiegi, które odmłodzą, ujędrnią, ale również sprawią, że odzyskam bezcenny wewnętrzny spokój.

MORZE SPRZYJA ZDROWIU
W Sharm droga do piękna i zdrowia, które zapewniają ośrodki spa, jest łatwiejsza, bo to co najcenniejsze dla regeneracji naszego ciała jest na wyciągnięcie ręki. Morze Czerwone, bo o nim mowa, dostarcza bogatych w sole mineralne, witaminy i proteiny alg, piasku i wody. Z nich najczęściej sporządza się oczyszczające i złuszczające peelingi, po których skóra przypomina w dotyku jedwab. To cała filozofia robiącej ostatnio furorę talasoterapii (thalasso z gr. morze). Oznacza nie tylko upiększające, ale też lecznicze zabiegi, które pobudzają krążenie krwi, usprawniają przemianę materii i pomagają usunąć toksyny z organizmu. Jej efekty odczuje i ciało, i psychika. Bogactwa, które płyną z morza, w tym bogate w jod, selen, cynk i magnez algi, wyszczuplają, rzeźbią sylwetkę, regenerują, a nawet podnoszą odporność organizmu. Tutaj serwują je na setki sposobów, w postaci inhalacji, kąpieli, okładów, maseczek, wyciągów, peelingów. Efekt murowany! Równowaga i odmłodzenie gwarantowane! Widzę to w oczach lustrujących mnie spacerowiczów na Naama Bay.

MASAŻ DOBRY NA WSZYSTKO
Trzeciego dnia z niepokojem odkrywam, że spa uzależnia. Pozwala ciału odpocząć od słońca, a troskliwe dłonie kosmetyczek i masażystów wprowadzają w kojący trans. W miejscach takich jak Louis Tiran Sharm zespół wykwalifikowanych terapeutów dobiera dla każdego indywidualny program zabiegów i terapii. Wszystko po to, by znaleźć dla mnie najlepszą drogę do wyciszenia. Nie oponuję. Zapominam o plaży, jutrzejszej wycieczce do Luksoru, a nawet kolacji. Przyjazne wnętrze w tonacji karmelu i ecru zachęcająco pachnie kwiatami, którymi wypełnione są wielkie misy i wazony, a kadzidlany aromat świec wciąga bez reszty. Przez ogromne okna widzę tylko pióropusze palm i kojący bezkres morskiego błękitu. Ukoronowaniem relaksujących seansów będzie masaż w jednej z pięknych komnat spa w Louis Tiran. Wybór piekielnie trudny-shiatsu, tajski czy mauri? Każdy obiecuje wrażenia, efekty i harmonię duszy i ciała, których długo nie zapomnę. Wybieram ten pierwszy, oparty na akupresurze i tradycji Dalekiego Wschodu. Ruchy polegają na lekkim uciskaniu i rozciąganiu. Po 10 minutach napięcie mięśni ustępuje, a ja zaczynam rozumieć, dlaczego do Sharm zjeżdżają celebryci i znani politycy z całego świata: to miejsce jest w stanie skusić nawet świętego. Obiecuję sobie, że wrócę tu za rok

Tekst: Monika Kaszuba

Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze czerwiec 2009 na str. 120-124.