Wszyscy pędzą latem na południe, smażyć się na słońcu jak śledzie w puszce, a tymczasem po drugiej stronie Turcji kryje się kraina, w której słońce świeci w sam raz, powietrze jest tak rześkie, że można nim krajać, a zielone wzgórza wyglądają jak wyjęte z pocztówki… tylko że bez Photoshopa.
Region Morza Czarnego. Miejsce, gdzie zamiast klimatyzatora w hotelu masz naturalny wiatr od gór, a zamiast tłumu turystów – sąsiedzi w drewnianym domu, co zaproszą Cię na herbatę i nie wypuszczą, dopóki nie spróbujesz ich kuymaku.

Najpierw zachód. Cztery godziny od Stambułu – Bolu. Yedigöller, czyli Siedem Jezior – jakby Pan Bóg rozlał trochę błękitnej farby w samym środku lasu. Potem Göynük i Mudurnu – miasteczka z certyfikatem „Cittaslow”, czyli tu się żyje powoli, ale za to porządnie. W Karabük jest Safranbolu – wyjątkowe miejsce w Turcji wpisane na listę UNESCO, gdzie pachnie szafranem, a drewniane domy skrzypią historią. Dalej Kastamonu z meczetem Mahmuta Beya (też UNESCO), Sinop z zamkiem, portem i północnym krańcem kraju, no i Samsun – miasto, od którego zaczęła się cała turecka walka o niepodległość.

Potem kierunek wschód – i zaczyna się bajka o wyżynach. Ordu i Giresun – na liście Lonely Planet „Best in Travel 2025” – mają płaskowyże, gdzie chmury potrafią usiąść Ci na ramieniu, a w Kuşköy ludzie rozmawiają… gwizdem. Trabzon z klasztorem Sümela, Hagia Sophią i wyżynami, z których każdy widok to tapeta na komputer. Rize – stolica herbaty, gdzie można samemu wejść w krzaki i zbierać liście. A na deser Artvin – zielone doliny, góry Kaçkar, rezerwat biosfery Camili… i spokój, który da się poczuć w kościach.

A jedzenie? O matko i córko… Pide z Samsun – jak pizza, ale lepsza. Sardele z Morza Czarnego – smażone, pieczone, w zupie, nawet w cieście (tak, w cieście!). Herbata z Rize – mocna, czarna i bez cukru smakuje najlepiej. Orzechy laskowe z Ordu – takich nie dostaniesz w żadnym Lidlu. I kuymak… kremowa, ciągnąca się, maślana rozkosz, po której już wiesz, że przyjechałeś w dobre miejsce.

To nie są wakacje „żeby leżeć”. To jest wyprawa. Oddychasz inaczej, patrzysz inaczej, a potem wracasz… i wiesz, że chcesz tu być jeszcze raz.
ŹRÓDŁO: Biuro prasowe Biura Radcy ds. Kultury i Informacji Ambasady Turcji w Polsce
