Nie ma w Turcji stołu bez chleba. I nie chodzi tu o byle kromkę – tylko o symbol życia, wspólnoty i szacunku do tradycji starszej niż niejedna piramida. W Anatolii piecze się chleb od tysięcy lat, a każdy bochenek to historia ludzi, którzy potrafili zamienić garść ziarna w święto.

Najnowsze odkrycia archeologów pokazują, że w tej ziemi chleb piekli już 8600 lat temu. W Çatalhöyük – wpisanym na listę UNESCO stanowisku – znaleziono spalony kawałek zakwasowca starszego niż większość cywilizacji. Wyobrażacie to sobie? Chleb, który pamięta czasy, gdy nikt jeszcze nie słyszał o Egipcie!

A potem kolejne odkrycia: w Küllüoba znaleziono wypiek z pszenicy płaskurki i soczewicy – rytualny, zakopany przy progu domu, żeby zapewnić płodność i dobrobyt. Bo chleb to nie był tylko pokarm – to był zaklęty rytuał, modlitwa z mąki, wody i ognia.

W starożytnym Topraktepe archeolodzy natrafili na pięć zwęglonych bochenków z VII wieku. Mówią, że to był chleb sakralny – podawany podczas wczesnochrześcijańskich obrzędów. W Harran natomiast odkryto kamienną formę do chleba z wzorem przypominającym baklawę. Turecka precyzja w pełnej krasie.

Dziś w Turcji te tradycje wciąż żyją. W każdej piekarni i w każdej kuchni pachnie somunem, lawaszem i yufką – cienkimi plackami, które kobiety od wieków wałkują z wprawą godną królewskich rytuałów. A gdy wrzucą do pieca „pide” – ciepły, chrupiący placek z jajkiem i serem – świat od razu staje się lepszy.

Chleb w Turcji to nie dodatek do posiłku. To jego dusza. A kto zje świeży bochenek prosto z anatolijskiego pieca, ten wie, że w tym cieple kryje się coś więcej niż smak – historia całego narodu, który nauczył się dzielić życiem tak, jak dzieli chleb.

Źródło: Biuro prasowe Biura Radcy ds. Kultury i Informacji Ambasady Turcji w Polsce